Wyspa Koh Phangan - Tajlandia

Vivat spontan! | Bilet w jedną stronę. Do Azji!

Niezliczone są możliwości świętowania rocznic. Pewnie też nie wszyscy celebrują takie momenty, a szkoda. My od pierwszej rocznicy ślubu gdzieś wyjeżdżamy. Taka coroczna podróż „po-ślubna”. No bo dlaczego nie? Kto podróżnikowi zabroni? ;) Ale tym razem miało być inaczej. Za tydzień mieliśmy jechać na całą zimę do Hiszpanii, więc trzeba było odłożyć pieniądze na ten niezbyt tani kraj. Tego szczególnego dnia, poszliśmy więc na kolację. Ale nie taką zwykłą, po prostu poza domem, tylko wybadaliśmy w internecie najbardziej polecane przez koneserów restauracje w Trójmieście i wybraliśmy całkiem obiecującą – w Gdyni.
I tu zaczyna się nasza krótka historia o tym, jak przez żołądek można trafić do… Tajlandii! :D

Elegancki kelner przyniósł już Romkowi deser, a ja wciąż rozpływam się nad ostatnimi kęsami głównego dania.
– Wiesz, że w tej Hiszpanii zimą i tak zmarzniemy? – stwierdził Romek, wpatrując się w ulubiony crème brûlée. – Na pewno będzie cieplej niż w Polsce, ale upałów bym się raczej nie spodziewał.
– No wiem – odpowiedziałam – ale zapakowałam już koc, ciepły śpiwór, wełniane skarpety, termofor… – uniosłam w górę oczy, by spróbować przypomnieć sobie wszystkie ogrzewacze.
– I powiedz mi teraz – przerwał moją wyliczankę – czy to jest model ciepłej zimy jaki nam się marzył, gdy postanowiliśmy wyjechać?
– Nie jest, ale szykujemy się do tej podróży tak długo, już wszyscy wiedzą, większość przygotowana, rzeczy spakowane… – zaczęłam trochę bronić nadchodzącej wyprawy.
– Tak tylko głośno myślę, że to chyba nie do końca dobry okres na objechanie półwyspu dookoła. –  rzucił nieco zrezygnowany.
– Szczerze mówiąc, też coraz częściej mam takie wrażenie – odparłam otwarcie – no ale co teraz? Zrezygnujemy? Rozpakujemy się?
– Zawsze możemy pojechać gdzieś, gdzie będzie cieplej. Na przykład do Tajlandii! – zaśmiał się Romek, podając ten kraj nie po raz pierwszy, jako miejsce, gdzie chętnie by wrócił.
– Wiesz przecież, że mnie nie musisz specjalnie namawiać na takie szaleństwa – również się zaśmiałam – ale mówisz serio?
– W zasadzie tak. A chciałabyś? – spojrzał na mnie badawczo – Byłabyś gotowa wszystko przepakować, poodkręcać wiele rzeczy?
– No pewnie! Dla spędzenia zimy w tropikach –  zawsze! –  odłożyłam zamaszyście sztućce na znak, że skończyłam danie. – Jak tylko wrócimy do domu, poszukamy jakichś dobrych cen lotów. Jeśli znajdziemy, to zmieniamy plany i śmigamy do Azji. Co ty na to?
Oczy mu zabłyszczały, a usta wygięły się w takim uśmiechu, że mogłabym policzyć wszystkie zęby. – Ten deser to chyba nigdy dotąd aż tak mi nie smakował! – skwitował Romek, wbijając widelczyk w resztki na talerzu.
– Za spontaniczność! – wznieśliśmy toast, a półwytrawne wino dodatkowo podkręcało atmosferę wieczoru i szumiało jeszcze całą drogę do domu. ;)

Po powrocie nie było już opcji na trzeźwiejsze spojrzenie na sytuację. Po kilku godzinach przeszukiwania ogromu kombinacji lotniczych, znalazła się idealna oferta. W całkiem fajnym terminie Qatar Airways miał świetną promocję lotniczą do samego Bangkoku. Z Warszawy i z tylko jedną przesiadką – w Doha. Oczywiście mogliśmy szukać opcji powrotnej i zaplanować dokładny czas pobytu w Azji. Tylko po co? I tak oboje pracujemy w swoich firmach, jedno z nas zdalnie, drugie zupełnie na własny rachunek – nic nas nie trzyma nigdzie na siłę. Zresztą, poprzednim razem, gdy kupowaliśmy od razu bilety wylotowe z danego kraju, przekonaliśmy się jakie to kiepskie rozwiązanie. Zawsze był żal, bo będąc już na miejscu, chętnie rozegralibyśmy to inaczej. Tym razem miało być z większą swobodą. Dlatego rezerwacja poszła na bilet w jedną stronę! 

To uczucie, gdy na maila przychodzą potwierdzenia zakupu lotów i zaczyna powoli docierać fakt nadchodzącej przygody…
Klamka zapadła. Tajlandio – przybywamy! :)

CDN…

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

6 myśli na temat “Vivat spontan! | Bilet w jedną stronę. Do Azji!

    1. Prawdopodobnie wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej :D
      Ale jakbyśmy porządnie wymarzli, to nie odebralibyśmy Hiszpanii tak jak ją zawsze przedstawiasz, więc chyba lepiej znaleźć inny termin na poznanie tego kraju ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *