Uśmiech Go! Gra terenowa na każdą podróż

Kiedy w lipcu gra Pokemon Go! wchodziła z hukiem w nasze otoczenie, ja kupowałam rower i szykowałam się do drogi. Gdybym nie miała wtedy nic do roboty i tak nie łapałabym Pokemonów, bo to nie moja bajka (sic!), ale trudno było nie zauważyć co dzieje się dookoła. Dlatego, gdy wyruszyłam w trasę, by przemierzyć wschodnią granicę na dwóch kółkach, miałam swoją zabawę. I to jaką!

Trzeciego dnia drogi jechało mi się coraz łatwiej. Mięśnie się rozruszały, pośladki przyzwyczajały do siodełka, już całkiem stabilnie pakowałam bagaże na rower i do tego zaczynało świecić coraz więcej słońca. Wtedy, pod wpływem ostatnich wydarzeń wirtualnego świata, dotarło do mnie, że i ja mam swoje Pokemony!

Mam taką przypadłość, że uwielbiam się uśmiechać. Ale tak do przesady, po prostu widzę człowieka i szczerzę się jak głupi do sera. Ale to dlatego, że osoby które to odwzajemniają, potrafią niesamowicie ładować moje baterie. Bo to często nie jest zwykły uśmiech, a wzbogacony o pozytywną energię, która daje nieraz więcej, niż ciepłe słońce, czy duża dawka witaminy D3.

Próbowaliście kiedyś? Być może nie każdy tak ma, ale słoneczny dzień zwykle sprawia, że wstaję prawą nogą. Jednak może się zdarzyć, żebym – pomimo pogody – miała zły dzień (rzadko, ale jednak). Za to śmiech innych jest zawsze niezawodny. Bo gdy ze dwie, czy trzy osoby z rzędu, pozytywnie zareagują na mój uśmiech i tak szczerze zaświecą im się oczy, to nie ma opcji, bym miała po tym zły nastrój. Oczywiście nie mówię tu o jakichś skrajnościach, ale jednak z reguły tak to działa.

Może to trochę problem dzisiejszych czasów?… Zamykamy się na innych coraz bardziej. Nie znamy za bardzo sąsiadów, siedzimy z nosem w telefonach, a od dziecka wpajane mamy, by nie dyskutować z obcymi, bo.. coś tam… I w ogóle najlepiej zaszyć się w domu przed telewizorem, komputerem czy nawet książką i… starzeć bezpiecznie, we własnej strefie komfortu.

Oczywiście jestem w pełni świadoma, że każdy człowiek jest inny i zamknięty introwertyk zwyczajnie nie będzie czuł się dobrze wychodząc na ulicę i zagadując, czy uśmiechając się do kogokolwiek. Ale może warto spróbować czasem powiedzieć choć „dzień dobry” i przyjaźnie skinąć głową? Serio, drugiemu człowiekowi może to zwyczajnie poprawić dzień. :)

Jechałam drogą od Hajnówki w kierunku południowej Polski. Na tym odcinku trasa Green Velo jest znakomita! Ścieżka rowerowa po prawej stronie graniczy z polami uprawnymi, a tam cicho, pusto i tylko starsza kobieta plewiła mozolnie grządki. Gdy przejeżdżałam podniosła nieco głowę, patrząc z lekkim zdziwieniem na małą blondynkę z zapakowanym rowerem. A ja uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam głośno dzień dobry! 

I wtedy stało się coś niesamowitego. Zupełnie jakby słońce przebiło się przez gęste chmury i jej twarz pojaśniała, oczy zaczęły się świecić, usta uśmiechać, podniosła się do pionu i zawołała przyjaźnie dzień dobry! Opierając się jedną ręką o narzędzia, drugą zaczęła mi machać i dodała głośniej: z Bogiem i szerokiej drogi pani życzę!

No kurcze, nie wiem czy jesteście sobie to w stanie wyobrazić, ale to coś, jak wylany balsam na duszę. Z dość powściągliwego spojrzenia, w ciągu  trzech sekund, jej wyraz twarzy przemienił się w tryskające z oczu iskierki. Nieprawdopodobnie miła chwila i pełna paliwa wypełniającego moje pedałujące zawzięcie nogi. Oczywiście odmachałam i odkrzyczałam dziękuję!, ale buzia nie przestawała mi się uśmiechać jeszcze naprawdę długo.

Uchachana Ewa

Jadąc taka uchachana myślałam o jej reakcji, o tym że to wcale nie była pierwsza oraz z pewnością nie będzie ostatnia. I wtedy zaśmiałam się w duchu, że innych może cieszyć łapanie wirtualnych postaci, a mnie cieszą te rzeczywiste. Ludzie, których spotykam na drodze i zwyczajnie łapię ich UŚMIECHY! Zwłaszcza, że ta chwila cieszy zwykle obie strony. Czy to nie piękne??

Dlatego tak sobie łapałam je całą podróż i choć nie podliczałam na koniec, to gwarantuję Wam, że jestem w tym mistrzynią :D

Może warto spróbować?
No… chyba że mam większą konkurencję w tych zawodach niż myślę…;) Podzielisz się swoja historią?

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

12 myśli na temat “Uśmiech Go! Gra terenowa na każdą podróż

  1. "Mam taką przypadłość … widzę człowieka i szczerzę się jak głupi do sera" – urzekło mnie to zdanie, bo mam tak samo :-D pozdrawiam i życzę udanych i uśmiechniętych podróży :-) Gosia.

  2. Bardzo lubiłam się uśmiechać, szczególnie uskuteczniałam to w Turcji, ale tam dziwne mają poglądy na ten temat i wygląda na to, że jak się do kogoś usmiechasz, to znaczy, że jesteś chętna :P Oczywiście nie wszędzie, ale są takie rejony. I tym samym usmiechać się nie przestałam, niech sobie myślą co chcą :)

    1. Masz rację, że są miejsca gdzie uśmiech nie dla każdego znaczy to samo. Ja faktycznie pisałam to po podróży po Polsce, ale szczerze mówiąc uśmiecham się wszędzie i mam z tym same pozytywne wspomnienia. Bo ważny jest też kontakt wzrokowy, jeśli z bananem na ustach odwracam wzrok od razu, by nikomu nie dać żadnych sygnałów, to raczej szybko się orientują ;)

  3. Z tym uśmiechaniem się do ludzi to różnie działa. Ja też to lubię, bardzo, ale zauważyłam, że jednak więcej uśmiechów wysyłam niż do mnie dociera.
    Pamiętam, jak kilka lat temu przeprowadzałyśmy z koleżanką eksperyment – ja na ulicach Warszawy; ona na ulicach Moskwy. Zadanie było proste: każdego dnia miałyśmy złapać kontakt wzrokowy z pięcioma obcymi osobami i uśmiechnąć się do nich. Punkty "zaliczone" były dopiero wtedy, gdy osoba odwzajemniła uśmiech. Wiesz, że zarówno mnie, jak i jej czasem przez cały dzień nie udało się uzbierać tych 5 punktów?

    1. Hm.., to wyniki faktycznie słabe. Nie wiem od czego to zależy, bo i mnie nie zawsze każdy się zrewanżuje uśmiechem (choć rzadko!). Ale mam wrażenie, że to bardziej z zaskoczenia i niepewności, na zasadzie: "o co jej chodzi?". Albo bada wzrokiem, czy zaraz np. nie będę chciała czegoś sprzedać :D Mimo to, nawet smutasom bywa miło kiedy ktoś jest wobec nich miły (pomimo, że po sobie tego nie pokażą), więc ja bym się nie zrażała. :)

  4. To co najlepsze w podróżowaniu: uśmiechy innych ludzi :) Zawsze przywożę ze sobą wspomnienia z tych najważniejszych. Przyznam, że brakuje mi ich po powrocie do kraju. Nie wiem czemu tu na miejscu mój uśmiech rzadko spotyka się z wzajemnością ;)

    1. Z tym uśmiechem w Polsce jest różnie, to prawda. Myślę, że w dużej mierze to wynik naszego zagonionego trybu życia i to na pewno dotyczy nie tylko naszego kraju. Tam, gdzie żyje się jakby wolniej, jest z tym lepiej. Przykładowo południe Europy, czy właśnie Podlasie, które mnie totalnie zauroczyło ♥ ale ja uśmiecham się i tak wszędzie :D polecam! ;)

  5. Nie od dziś wiadomo, że uśmiech potrafi zdziałać cuda. Tak jak napisałaś,balsam wylany na duszę. To taka piękna i przypadkowa interakcja z zupełnie obcą nam osobą. Zauważyłem jednak, że w podróży uśmiecham się dużo częściej, a tak na co dzień… człowiek jakiś taki zagubiony w swoich myślach gdy idzie ulicą :-)

    1. Bardzo fajnie to ująłeś z tą przypadkową interakcją :) i faktem jest, że w podróży prowadzimy nieco inny styl życia, a wtedy łatwiej o uśmiech. Ale gdy będąc u siebie, tonąc we własnych myślach ktoś nas wybudzi uśmiechem i serdecznością, od razu dzień staje się inny, prawda? Dlatego przynajmniej w podróży bądźmy tym promyczkiem słońca dla innych ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *