Pomaganie jest fajne! | O naszej pierwszej aukcji dla WOŚP

Jest styczeń 2016 roku. Siedzimy i pracujemy w naszym mieszkanku, na 21. piętrze naszej wieży, w dzielnicy Ratchaprarop. Tez naszej, a co! Jak na Bangkok przystało, upał jest niemiłosierny. Ale i tak wolimy gorąc, niż zdradliwą klimatyzację, więc pozwalamy spoconym palcom kleić się do klawiatury. Chwila przerwy, czas sprawdzić co w Polsce, bo powoli chyba budzi się do życia. A na portalach czerwono od serduszek. Śmiejące się twarze z czerwonymi nosami eksponują puszki, sugerując, że ciężko już je utrzymać dzięki zawartości. Jedna aukcja, druga, trzecia…

Polska jednoczy się tego dnia w wielkim geście bezinteresownej pomocy. To taki piękny dzień, już od tylu lat. Lubię ten moment, kiedy dobra aura krąży nad wszystkimi i ludzie dzielą się  z innymi, tak zwyczajnie, prosto z serca. Wprawdzie są też jakieś głosy sprzeciwu, narzekania i negatywnych emocji. Ale giną na szczęście w tłumie uśmiechów, wyszczerzonych tuż pod czerwonymi od mrozu nosami. Gdzieś daleko. Kontynent obok. Wiele państw dalej. W Polsce.

To nie jest tak, że w Tajlandii nie można akcji wspomóc, kupić czegoś na aukcji, przelać pieniędzy na konto, czy cokolwiek innego, ale… grzechotu puszek nie usłyszę, kolejnego serduszka nie dostanę. Może prozaiczne, ale jednak trochę smutne, gdy jest się tak daleko od domu.

Podróże są dla nas zawsze bardzo inspirujące. Uwielbiam to w nich! Refleksyjne, motywacyjne, kreatywne… są fantastycznym sprawdzianem dla siebie i swoich możliwości, tęsknot, potrzeb i priorytetów. Rok temu, podczas 24. Finału WOŚP, zapragnęłam dołożyć się do akcji jakoś bardziej. Inaczej niż zwykle. W liceum biegałam z puszkami za ludźmi, na studiach szukałam ludzi z puszkami, po studiach w zasadzie też. No ale co teraz? Nie napisałam książki, nie mam motocykla do oddania, a instrumenty… to przedłużenie moich rąk, moi Przyjaciele, fragmenty duszy – oddać niestety nie mogę. No i celebrytą nie jestem, więc kto ucieszy się z mojego autografu??

Wtedy zaczęliśmy z Romkiem rozmawiać i kombinować, czy nie wystawić na aukcji takiego jakby „kosza rozmaitości z Tajlandii”. Trochę herbaty, przypraw, mango, jakiś słoń… temat siadł nam bardzo, ale badając kwestię przesyłek, na forach dotyczących życia w Tajlandii, dostaliśmy kubeł zimnej wody i… czar pomysłu prysł. Choć nie na długo, bo postanowiliśmy i tak zrobić coś takiego, tylko może już przy następnym finale.

Pudełko z Azji na aukcję 25.Finału WOŚP

Tu i teraz. Styczeń 2017. Gdynia

I przyszedł właśnie na to czas. Na zrealizowanie nieśmiałego marzenia z ubiegłego roku. Tylko pomysł wyewoluował do ogólno-azjatyckiej paczuszki, bo w zasadzie czemu nie? Skoro np. chińska herbata może komuś smakować bardziej niż tajska? ;) A przecież mamy!
Przyznam się Wam, że przygotowując pudełko, miałam trochę obaw, czy to ma sens. My akurat znamy wartość tych rzeczy i różnicę jaka jest między tą samą herbatą przywiezioną osobiście, a znalezioną w sklepach z herbatą w galeriach handlowych. Czy nawet takie mango, które rozbrajało zawsze wszystkich, których nim częstowaliśmy. Nas rozbraja do dziś. Nigdzie w Polsce takiego nie kupicie, a nawet w Bangkoku, nie każdej firmy smakuje tak, jak właśnie to. Ale obawy i tak były. Czy ktokolwiek porwie się na taką aukcję i czy nas nie wyśmieją znajomi lub nieznajomi, że „co to za pomysł, lepiej jakąś książkę napiszcie, ale bibeloty z Azji??”.

Jednak ludzie nas nie zawiedli i nie dość, że usłyszeliśmy wiele bardzo ciepłych słów za ten pomysł, to jeszcze w pierwszej dobie aukcji, kwota licytacji [już!] przerosła nasze oczekiwania!! Dlatego odważyłam się i piszę o tym też tutaj – na blogu. Bo nie każdy z Was ma Facebooka i pewnie też mało kto znalazłby tę ofertę wśród wystawionych aukcji na Allegro.

Także tego…;)
Jeśli udało się Was choć trochę zachęcić tym postem, to z całego serducha zapraszamy do licytowania (przejdź do aukcji) naszego azjatyckiego pudełka! Wiemy, że i tak oddacie sporo gotówki do puszek WOŚP, więc może warto jeszcze wypić za to kubek junnańskiej kawy? ;)

Aukcja WOŚP - pudełko azjatyckich skarbów od gonimyslonce.pl

A nawet jeśli nie jesteście w stanie już licytować, to nic nie szkodzi. Pomagajcie na ile możecie sobie pozwolić.
Bo pomaganie jest po prostu super!

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

6 myśli na temat “Pomaganie jest fajne! | O naszej pierwszej aukcji dla WOŚP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *