Pierwszy raz w Tajlandii? Sprawdź od czego zacząć!

Niemal każdy, kto lubi podróżować w egzotyczne miejsca wie, że Tajlandia jest bardzo trafionym kierunkiem. Ale chcąc się tam wybrać po raz pierwszy, pojawia się podstawowe pytanie: od czego zacząć?? A dalej kolejne… Co zrobić w Tajlandii? Czego nie robić? Co warto wiedzieć? Na co uważać? Aż w końcu przyda się ogólny zestaw: „Tajlandia – informacje praktyczne”. Dlatego specjalnie dla Was, przygotowaliśmy sporo odpowiedzi na pytania dotyczące tej krainy słońca i uśmiechu. :)

Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz wylądowaliśmy w Bangkoku. Było to wygodne rozwiązanie, bo jest jedną z najtańszych opcji w Azji. Ale nie była wymarzoną. Wydawała się zbyt popularna i oklepana, do tego wszyscy tak bardzo zachwalali, że niby taki raj, itd… A ja osobiście mam w sobie tak dużo przekory, że słysząc o tym jak wszyscy lubią ten kraj, to uznałam, że ja nie polubię i basta! No ale jeśli trzeba akurat tędy, to ok – niech już będzie, w końcu to tylko przystanek przed bardziej wyśnioną Kambodżą, czy Indonezją. Jednak teraz muszę przyznać jak bardzo się pomyliłam! /a takie przyznawanie się do błędu nie jest łatwe, więc doceńcie proszę…;)

Na dzień dzisiejszy, mamy w paszporcie osiem tajskich pieczątek, do tego piękną, wklejoną wizę, oraz pieczęcie przedłużania pobytu, gdy zamieszkaliśmy tam poprzedniej zimy. I serio, nie mogę doczekać się kolejnych stempli oraz okazji, by tam znów wylądować!
A tymczasem pora na Ciebie, drogi Czytelniku, :) a żeby to wszystko udało się jak najlepiej, to przygotowaliśmy tu spory zestaw informacji, które pomogą sprawić, by ta podróż była łatwa, przyjemna i niezapomniana!

plaża na wyspie Koh Larn, Tajlandia

Kilka dobrych rad co zrobić przed wyjazdem do Tajlandii

  • przemyśleć kwestię szczepień /nie ma obowiązkowych, a zalecane to: WZWA, WZWB, tężec+błonica, dur brzuszny, cholera i wścieklizna – z tym, że część możecie już mieć (warto to sprawdzić), a inne można zastosować tam na miejscu w razie wypadku, więc nie ma co dawać się zwariować, tylko poczytać o tym dokładnie; dobrą opcją jest wybranie się do punku medycyny podróży
  • poczytać o danym kraju: zwyczaje, kultura, choć trochę historii, by lepiej rozumieć wiele rzeczy i być świadomym podróżnikiem; zresztą szkoda by było wrócić do domu po urlopie i wtedy doczytać, że ominęło się jakieś bardzo interesujące miejsce, które było np. tuż obok hotelu, ale nie mieliśmy o nim pojęcia
  • ubezpieczyć się przed podróżą /nie mówimy tu o pakietach na nie wiadomo co (np. że na wypadek deszczu ubezpieczyciel dostarczy nam parasolkę;)), ale o takim bardzo podstawowym – w sytuacjach krytycznych zdrowotnie, a dodatkowe sprawy typu bagaż, czy lot, to już opcjonalnie
  • wiza do 30 dni pobytu nie jest wymagana od Polaków, ale gdy planujemy jechać na dłużej, należy ubiegać się o wizę wklejaną w paszport (w PL tylko w Warszawie do zdobycia), która wydawana jest na max. 60 dni
  • na tydzień przed wylotem warto zacząć łykać tabletki osłonowe typu Dicoflor, które pomogą naszym żołądkom przy zetknięciu z obcą florą bakteryjną

Więcej informacji i bardziej szczegółowe opisy do powyższych punktów znajdziecie w najchętniej odwiedzanym poście na naszym blogu: Urlop w Tajlandii | Jak się przygotować i co zabrać? jeśli się wybierasz, koniecznie zajrzyj również tam :)

Budda i tajskie bahty, Bangkok

Tajska waluta (THB) – jak, co i gdzie wymieniać?

  • walutą obowiązującą jest baht tajski (THB) [czyt. bat] /1 baht = 100 satangów (jednak takie drobne są baaardzo rzadko spotykane, zazwyczaj zaokrągla się do pełnych bahtów)
  • najbardziej polecamy zabrać ze sobą euro (EUR) lub/i dolary amerykańskie (USD) /polska gotówka w Tajlandii zupełnie nam się nie przyda, ewentualnie do wrzucania pod Stopy Buddy na szczęście ;)
  • wymiany dokonać można w bankach, kantorach, czasem w hotelach i z pewnością na lotniskach (ale tu najlepiej tylko część gotówki – tak na start – a potem lepiej poszukać korzystnego kursu gdzieś dalej od lotniska) /oczywiście opcji jest pewnie więcej, ale te są najbezpieczniejsze ;) //przy wymianie gotówki należy mieć przy sobie paszport
  • my mamy też kartę bankomatową, która posiada opcję wypłaty na całym świecie bez prowizji i zazwyczaj w ten sposób wybieramy miejscowe pieniądze w danym kraju /jednak choć nasz bank nie pobiera opłaty, często jest i tak pobierana pewna kwota narzucona przez bankomat (nie są to duże pieniądze, a osobiście wolimy to, niż dużą ilość gotówki noszoną na szyi czy – jeszcze gorzej – w bagażu… trzeba bardzo uważać i rozdzielać pieniądze w różne miejsca!!)

Uliczne życie w Bangkoku, ceny jedzenia w Tajlandii

 Przykładowe ceny w Tajlandii

  • Pad Thai (lub inne danie obiadowe w [bardzo polecanych] ulicznych jadłodajniach: 80-140 THB*
  • butelkowana woda mineralna 1.5l: ok. 15 THB [jedyna słuszna bez zagotowania]
  • kawa z ekspresu: 30 THB
  • tajska herbata: 40 THB
  • tajskie piwo: 40-60 THB
  • owoce w kawałkach [w ulicznych wózkach]: 40 THB
  • świeży sok owocowy [j.w.]: 20 THB
  • tradycyjne rotti [słodki jakby „naleśnik” z bananami]: 30 THB
  • masaż: stóp – 300 THB, tajski – 250 THB /za 1h
  • kurs nurkowania: 2500-3500 THB
  • garnitur szyty na miarę [2-3 dni oczekiwania;)]: 4000-6000 THB

 *ceny na rok 2016/17; w lutym 2017 przelicznik jest 10 THB = 1,15 PLN
Podane przykłady cenowe pochodzą głównie z Bangkoku, lub miejscowości w kontynentalnej części Tajlandii. Na wyspach jest zawsze drożej (średnio 150% ceny standardowej). Stałe ceny (zapisane na etykietkach) są w marketach typu 7 Eleven lub (zwykle korzystniejsze w większych jak np. Big C). W Tajlandii akurat nie jest to często spotykane (w spożywczych – podkreślam), żeby ceny podawane były na kolor skóry, ale różnie może się zdarzyć. Z kolei na targach (zwłaszcza turystycznych), to już niestety zazwyczaj.

Mnisi i Mniszki na ulicy w Bangkoku, parasolki na słońce

Kiedy jechać do Tajlandii?

 W zasadzie jest to kraj z takim klimatem, że spokojnie można się tam wybierać przez cały rok  (średnia temperatura roczna to 29°C). Jednak warto wiedzieć, że najgorętsze miesiące są mniej więcej od marca do maja, a najzimniejsze od listopada do lutego (co nie znaczy, że zimne w naszym rozumieniu, bo to nadal okolice 30 stopni!). Większość osób obawia się pór deszczowych (maj/czerwiec do październik/listopad), ale my dwukrotnie byliśmy w listopadzie i szczerze mówiąc całkiem nam się podobał taki układ, że chwilowe ulewy oczyszczały nieco powietrze, a potem i tak momentalnie wszystko schło. Czasem pada dłużej, ale to nadal jest do przeczekania, a ogromną zaletą jest luz na plażach oraz w miejscach turystycznych. Poza tym, najwięcej i tak pada nocami, w związku z czym nie ma większego problemu.
Dlatego według nas najlepiej do Tajlandii jechać wtedy, gdy u nas jest zima. Bo jedziemy zagrzać się podczas polskich mrozów – doładowując słoneczne baterie, a w tym czasie temperatury w Tajlandii są najlepsze do zniesienia jak na tropiki (27-32°C). Pora już raczej sucha, więc jest to i sezon turystyczny, ale to przecież Azja, dlatego na tłumy po prostu musimy się nastawić…;)

Świątynia Wat Pho w Bangkoku, Budda, Mnisi i ich obowiązki

Co warto zrobić lub spróbować w Tajlandii

  • przejechać się tuk tuk-iem /wprawdzie taksówki często są trochę tańsze, a moto-taxi jeszcze bardziej, ale to jest tak swoisty klimat (z odrobiną szaleństwa w sposobie prowadzenia), że spokojnie można to nazwać „przygodą” w podróży, którą warto przeżyć ;)
  • skusić się na masaż, zarówno stóp, jak i całego ciała (przynajmniej kilka razy!), bo ceny o wieeeele niższe niż w Polsce, a uczucie… wprost wspaniałe /zawsze warto na początku powiedzieć jaki stopień intensywności nas interesuje – jak nie lubimy zbyt mocno, to trzy razy powtarzamy słowo soft i będzie delikatniejszy ;)
  • odwiedzać świątynie i zabytki, bo pomagają poznać kulturę kraju i zrozumieć choć w części mentalność Tajów
  • wynająć lub kupić zestaw do snorkeling-u, by poobserwować podwodny świat, często niemal przy samym brzegu
  • a kto choć raz zamarzył o nurkowaniu, koniecznie niech wykupi wycieczkę na rejs nurkowy z krótkim kursem „przed” [w odpowiednim basenie] – wrażenia niezapomniane :)
  • dla fanów tajskiej kuchni i zarazem miłośników kuchennego szaleństwa świetne są kursy tajskiego gotowania, to często tylko kilka-kilkanaście godzin, ale są tak dobrze zorganizowane, że naprawdę sporo można z nich „wynieść” i popróbować ugotowanych przez siebie dań, pod okiem specjalistów :)) naprawdę warto!
  • uszyć sobie garnitur lub choćby marynarkę na miarę /jak pisałam powyżej, to często nie więcej niż 2-3 dni pracy z przymiarkami i poprawkami, a jakość wykonania i usługi jest niesamowita jak na kwotę, którą się za to płaci (zwykle mniej niż za taśmowy garnitur średniej marki w Polsce, a leży idealnie!)
  • zrobić zapasy z zakupionych produktów niedostępnych u nas, a świetnej jakości, np.
    • suszone mango (oraz inne egzotyczne owoce)
    • tajską herbatę (jeśli nam posmakowała)
    • azjatyckie przyprawy
    • kosmetyki (np. mydełka) z miejscowych produktów tj. jaśmin, ryż, czy mleczko kokosowe
    • szale, krawaty i ciuchy z dobrej jakości materiałów (np. jedwabiu)
    • rękodzieła
  • skosztować (niekoniecznie tylko raz!)
    • miejscowe owoce (ananas, mango, papaja, żółty arbuz, jackfruit, durian – słynny kontrowersyjny i śmierdzący owoc)
    • wody z kokosa (najlepiej młodego) i lody kokosowe
    • owoce morza (świeże, pyszne i kosztujące tyle co kurczak!)
    • słodkości regionalne typu rotti z bananem, czy sticky rice z mango
    • no i słynnego pad thaia, który nigdzie nie smakuje tak jak w Tajlandii ;)
    • spróbować smażonych robaków [ale tylko wtedy, gdy ktoś ma ochotę na niecodzienne doświadczenie]

Kurs gotowania tajskiej kuchni w Bangkoku

Czego NIE robić w Tajlandii

  • [NIE] obrażać jakkolwiek wizerunku Króla i Rodziny Królewskiej, bo bywa to absolutnie nietolerowane i karalne (nawet więzieniem!) – mowa tu nie tylko o pomnikach, ołtarzach, czy obrazach (lepiej nie siadać też tyłem do nich), ale także banknotach, czy jakichkolwiek innych formach związanych z władcami Tajlandii (nie dreptać, nie przedzierać, ani nie robić nic podobnego – i to tak serio, serio!)
  • [NIE] ubierać się wyzywająco i nieskromnie poza terenami plaż; najlepiej żeby kobiety miały w miejscach publicznych zakryte ramiona i kolana (oczywiście nie tylko to;)), a panowie też niech nie paradują w samych kąpielówkach, bo zwyczajnie nie jest to mile widziane, a pamiętajmy, że nie jesteśmy u siebie
  • [NIE] obrażać, ani nie wywyższać się jakoś pogardliwie wobec Tajów – to naród uśmiechnięty i bardzo gościnny, ale też dumny i nacjonalistyczny (w tym raczej pozytywnym znaczeniu); jednak nie warto wystawiać na próbę ich tolerancji oraz pewnych siebie charakterów
  • [NIE] jeździć na słoniach /to temat rzeka i dość kontrowersyjny, ale ogólnie rzecz biorąc, dopóki ludzie będą chcieli płacić za taką atrakcję, te zwierzęta będą od małego torturowane, by zostały turystyczną zabawką; a skoro potrafimy walczyć o konie w Zakopanem, to pomyślmy i o innych zwierzakach, które nie są dobrze traktowane dla naszych próżnych [nie czarujmy się] zachcianek
  • [NIE] składać osobom, które nas masują niemoralnych propozycji /zwykłe salony masażu nie oferują takich usług, a karteczki przed wejściem „uwaga – nie oferujemy usług seksualnych!!!” (również w języku polskim!) są co najmniej żenujące…

Słonie w niewoli, z łańcuchami na nogach, turystyczne pułapki Tajlandii

Warto wiedzieć – informacje praktyczne

  • w całym kraju, na drogach, obowiązuje ruch lewostronny
  • oficjalnie należy mieć międzynarodowe prawo jazdy (szybkie i łatwe do wyrobienia w Polsce), ale trzeba też zaznaczyć, że sposób prowadzenia pojazdów jest tam baaaaaaaaaardzo odmienny od europejskiego i jest niestety spory odsetek śmiertelnych wypadków drogowych (podobno powodowanych głównie przez kierowców spoza Azj, którzy nie mają doświadczenia w takiej formie poruszania się po drogach), warto więc przemyśleć, czy nie lepiej wybrać publiczny transport – wygodny i niezbyt drogi (pociągi, busy, autobusy)
  • na wyspach [choć nie tylko] popularny jest wynajem skuterów (ok. 150-250 BHT/dobę), co jest dobrą opcją na poznanie okolic, ale należy pamiętać o kaskach i o tym, by bardzo uważać – mieć oczy dookoła głowy oraz świadomość, że Azjaci skuterami jeżdżą często też pod prąd (nie polecamy próbować), dlatego – ostrożnie!
  • napiwki są naturalnie mile widziane, ale nie są bardzo oczekiwane, zwłaszcza w polowych „garkuchniach”
  • bardzo popularne w całym kraju są targi z wszystkim po trochu, tutaj można próbować się targować, zwłaszcza w miejscach turystycznych, lub gdy widzimy, że cenę podaje nam się na europejską urodę (czyli zawyżoną), ale generalnie Tajowie nie lubią targowania się i gdy jesteśmy w miejscu nieturystycznym, to te ceny (często wypisane na kartkach) są wystawione pod miejscowych i zaniżanie ich jest już z naszej strony formą wyzysku, dlatego wszystko robimy z głową – tu warto zdać się na intuicję ;)
  • możemy być lekko zaskoczeni, gdy do jedzenia podadzą nam łyżkę i widelec (zamiast noża) – ale to normalne, bo Tajowie jedzą głównie łyżką (w prawej ręce), a widelec (w lewej) służy do zagarniania małych porcji na łyżkę
  • WIFI jest w wielu miejscach ogólnodostępne i często darmowe, ale gdyby ktoś chciał zaopatrzyć się w mobilny internet, to dość dobrą ofertę ma firma TrueMove – 1GB internetu mieliśmy za 199 BHT – którą można dostać choćby w sklepach 7 Eleven (ale trzeba mieć przy sobie paszport, gdy chcemy ją zakupić)
  • alkohol miejscowy nie jest jakoś bardzo drogi, ale już drinki znanych marek światowych, potrafią być bardzo(!) kosztowne
  • odwiedzając miejsca kultu zawsze spotkamy się z wymogiem okrywania ramion i nóg, a przed świątyniami zostawiamy buty (czasem warto mieć skarpetki, bo posadzka bywa bardzo nagrzana od słońca i zwykle nie ma zastrzeżeń co do ich zakładania)
  • noclegi organizowane na własną rękę najlepiej wyszukiwać za pomocą takich stron jak: Booking, Agoda, czy Airbnb (warto porównywać ceny, bo poszczególne wyszukiwarki mogą mieć różne promocje), ewentualnie można próbować z Couchsurfingiem
  • lotów do Tajlandii szukamy najczęściej za pomocą takich stron jak: Skyskanner, lub Momondo (jednak chcąc znaleźć korzystne ceny, trzeba poświęcić trochę czasu i pokombinować z różnymi opcjami i przesiadkami – z tym, że warto:))
  • dwa ostatnie punkty można zastąpić wygodniejszą formą, przeznaczoną dla tych, którzy szukają urlopu czysto-wypoczynkowego i wolą mieć z góry zorganizowane wakacje; wtedy kierujemy się prosto do biura podróży i wybieramy interesującą nas, gotową ofertę

Sicky rice with mango (ryż kleisty z mango), widelec (prawa ręka) i łyżka (lewa ręka)

Zwróć uwagę na…

  • mycie rąk przed każdym jedzeniem, najlepiej żelem antybakteryjnym (to często bagatelizowany temat, a jeden z istotniejszych, by nie uprzykrzyć sobie podróży problemami żołądkowymi); generalnie taki żel zawsze warto mieć przy sobie
  • zabranie ze sobą kremów z filtrem przeciwsłonecznym; w Tajlandii są drogie, ale i tak lepiej kupić tam i stosować regularnie, niż wcale – pamiętajmy, że to tropiki i słońce jest tam bardzo intensywne; poza tym, ono bardzo postarza skórę, więc po co nam to? ;)
  • repelenty przeciwko komarom – te akurat lepiej kupić na miejscu (każde 7 Eleven), bo ukąszenia nie są zbyt przyjemne same z siebie, a lepiej nie ryzykować żadnych komplikacji typu denga, czy – mało prawdopodobna poza dżunglą, ale jednak – malaria /Tajlandia nie jest pod tym kątem bardzo zagrożona, ale – znów podkreślam – to są tropiki, więc warto czasem dmuchać na zimne
  • zawsze dobrze jest mieć przy sobie zawsze coś do owinięcia – chusty, szale – bo w świątyniach i np. placówkach urzędowych należy zasłaniać nogi i ramiona (a w środkach komunikacji, sklepach, itd. klimatyzacja jest włączona tak mocno, że można solidnie zmarznąć)
  • miej zawsze oczy dookoła głowy, nawet na dojazdowych, pozornie pustych uliczkach – wszędobylskie skutery zawsze potrafią zaskoczyć, jeśli jest się nieuważnym; przechodzenie przez pasy (nawet na zielonych światłach) też zalecamy z wyostrzoną uwagą
  • jeśli nie lubisz bardzo ostrej kuchni, od razu powiedz „not spicy” lub „little spicy” to akurat wszyscy Tajowie przy gastronomii rozumieją ;) bo jak się tego nie powie, to można czasem zobaczyć gwiazdy w biały dzień ;)) /jak coś, to nie(!) popijamy wodą – ona tylko pogorszy sprawę, lepiej: alkoholem, mlekiem, lub zagryzamy samym ryżem
  • my osobiście czuliśmy się w Tajlandii bardzo bezpiecznie, ale kieszonkowcy są wszędzie, więc uważamy zawsze na swoje rzeczy – lepiej nosić pod pachą lub z przodu, niż na plecach, a w tłumnych miejscach zaciskać mocniej swój dobytek ;)
  • taksówki są wygodną formą do przemieszczania i często niespecjalnie drogą, ale mają kilka wad: czasem kierowcy mogą odmówić kursu (gdy nie pasuje im wskazany kierunek); nie zawsze chcą włączać taksometr – wtedy trzeba być nieugiętym, lub wysiąść; warto pilnować trasy z jakąś mapą, bo mogą jechać okrężna drogą, by zarobić więcej (podobno, choć nam się to nie zdarzyło – ale fakt, niezbyt często korzystaliśmy akurat z taksówek)
  • wszędzie można dostać tanie markowe ciuchy, sprzęty elektroniczne, zegarki, perfumy itd., ale musimy mieć świadomość, że w większości sytuacji są to podróbki (niektóre naprawdę bardzo udane)

Kurs promem na wyspę Koh Phangan

Podsumowując, może się wydawać, że sporo tych sugestii, ostrzeżeń, czy przygotowań. Ale prawda jest taka, że to wcale nie jest dużo jak na to, co Tajlandia ma nam do zaoferowania. To miejsce, które ładuje nam baterie słońcem, wspaniałą kuchnią, owocami, rajskimi plażami i uśmiechem zadowolonych z życia Tajów. Jest wiele miejsc, do których warto w życiu pojechać, ale Tajlandia, to dla nas kraina, do której raz nie wystarczy – tam cudownie jest wracać! :)

Widok na Bangkok z restauracji na dachu drapaczy chmur - skybar

Takich porad można by napisać całą książkę, ale tutaj staraliśmy się zebrać kwestie najistotniejsze. Jeśli jednak macie coś do dodania od siebie – śmiało – komentujcie poniżej! :)

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

23 myśli na temat “Pierwszy raz w Tajlandii? Sprawdź od czego zacząć!

    1. Super, że post zainteresował! :) A na Phuket akurat nie byliśmy, za to sąsiednie wyspy Phi Phi – zmiatają z nóg, więc marzenie w pełni uzasadnione! ;) Powodzenia, niech się spełnia!!

  1. Świetne, praktyczne zestawienie, które na pewno wielu osobom pomoże zaplanować ich pierwszy wypad do Tajlandii.
    Jeśli o sam kraj chodzi, to szczerze mówiąc znam wiele osób, które tam były i to poniekąd może świadczyć o tym, że cieszy się sporą popularnością wśród Polaków.
    A co do ostrej kuchni – ja bym była zachwycona :D

    1. Właśnie o to nam chodziło, by pomóc wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji stąpać po tej królewskiej ziemi. ;) A może uda się też dodać niektórym odwagi? Faktycznie kierunek bardzo popularny, ale też nic nas to nie dziwi, bo jest pod wieloma względami bardzo korzystny (delikatnie powiedziawszy!). Może i Ciebie Olu skusimy tą ostrą kuchnią…;))

  2. W Tajlandii jeszcze nie byłem, jednak ten wpis uzmysłowił mi parę kwestii w stosunku co do niej. Myślę, że polubię ten kraj i co ważniejsze kiedyś do niego trafię!
    Temat słoni to naprawdę teamt rzeka. Myślę, że wszystko zależy od gospodarza, ponieważ często słoń jest zwierzęciem utrzymującym całą rodzinę. Jeżeli gospodarz jest prawdziwym Tajem i buddystą to nie powinien według ich wiary robić mu żadnej krzywdy, a co więcej powinien o niego dbać. Pewnie są także źli właściciele tak jak wszędzie.

    1. Tajlandię na pewno polubisz! :)
      A z tymi słoniami, to największy problem jest za młodu. Bo nawet jeśli stosunkowo dobrze traktuje się słonia trzymanego w niewoli, to jednak by go złamać i zmusić do posłuszeństwa, trzeba posunąć się do czynów dalekich od dobrego traktowania żywej istoty. Prawda jest jednak taka, że globalnie (na świecie) to nie tylko problem słoni. Jednak w Tajlandii akurat najbardziej popularny…

  3. My jedziemy za miesiac na Phuket. Chcemy wynajac skuter, ale troche obawiam sie tych oszustw na turystach. Z rad na pewno skorzystamy, zwlaszcza „not spicy” :)

    1. Zawsze jest jakieś ryzyko naciągania, ale nikt na siłę nic Wam nie wynajmie. Rozejrzyjcie się po kilku miejscach i porównacie ceny. Poza tym, to nie będzie też jakiś zawrotny koszt, więc nie ma się co martwić. Przy poście o naszym pobycie na Koh Phangan pisałam o tym, że warto wynająć przy hotelu w którym się nocuje (o ile jest taka opcja). To zawsze pewniejsze miejsce niż z ulicy. Polecam zajrzeć, może jeszcze coś Wam się przyda z tamtych rad ;) http://gonimyslonce.pl/2016/12/tajlandia-koh-phangan-czy-mozna.html

  4. To ja byłem chyba gdzieś indziej choć na pewno w Tajlandii.Trudno o naprawdę miłe i wielkie wrażenia.Przeciwnie.Brud,chaos,komercja,nieuczciwi prawie wszyscy od taksówkarzy przez sprzedawców na pracownikach hoteli i kantorów kończąc.Przykład?Proszę bardzo:hotel pobrał kaucję i zapomniał zwrócić a pobiera ją i zwraca od lat,sprzedawca,który handluje jakimś towarem od 20 lat na pytanie ile kosztuje zastanawia się ile powiedzieć.etc,etc.Wszyscy traktują cię jak chodzący bankomat.Co jest zachwycającego w tajskim street food w Chinatown czy Siam Square gdzie szczury wielkości kota obwąchują ci bose stopy a produkty sprzedawane są z lepkich od brudu straganów.W Polsce nigdy by Pani nie zrobiła zakupów na takim ‚ryneczku’.A wie Pani dlaczego potrawy zwyczajnie nie śmierdzą.Bo ilość przypraw skutecznie ten zapach zabija.Azjatycki uśmiech nie ma nic wspólnego z uprzejmością,vide personel Pałacu Królewskiego.Miejsca historyczne zadeptane jak Krupówki i z podobną atmosferą.Mnichów turyści traktują jak małpy,zrobić zdjęcie,wygłup,drwina itp.Co gorsza pozwala im się na to.Na wybrzeżu wschodnim , zachodnim i przyległych wyspach plaże zasypane śmieciami wszelkiego pochodzenia.W wodach Zatoki Tajlandzkiej pływa tyle śmieci,że tylko wariat odważył by się kąpać.Zawartość toalet, licznych w końcu hoteli ,odprowadzana jest dennymi rurami wprost do morza.Pływa więc: papier toaletowy,podpaski,prezerwatywy,opakowania po kremach i dezodorantach,wszelkiego rodzaju opakowania plastikowe i styropianowe,papiery,kartony,szczoteczki.No, wszystko po prostu.
    To teraz gdzie byłem.Bangkok,Chiang Mai,Chiang Rai,Koh Chang,Pattaya,Koh Samui,,Koh Phi Phi-wyspy,Phuket,Koh Lanta.
    A ceny np. zupa Tom Yam od 60 do 120 bath =7 do 14 zł =pyszny żurek lub drugie danie,
    Pad thai 60 do 80 bath=7 do 10 zł jak za smażony makaron z jajkiem i krewetką ,
    Krab w sosie pieprzowym 900 bath=110 zł=langusta w Chorwacji więc bez przesady.Ok.

    1. Ciekawe jest to, że trudno się nie zgodzić z tym co Pan opisuje, choć to pewnie kwestia dwóch rzeczy – tak jak Pan napisał w mailu do nas – różnego punktu widzenia oraz tego jak kto trafi. Turystyczne miejsca bywają denerwujące i człowiek w Azji (choć nie tylko) bardzo często czuje się jak chodzący portfel. Do tego estetyka wielu miejsc nieco różni się od tych, do których przywykliśmy. Jednak my, za pierwszym razem do Tajlandii trafiliśmy prosto z Chin i przeskok był tak duży, że byliśmy oczarowani. Te drobne wtedy kwestie niemal nie przyciągały naszej uwagi, a nauczyliśmy cieszyć się wszystkim dookoła. Potem byliśmy w jeszcze kilku krajach Azji oraz innych kontynentów i szczerze bardzo inaczej podchodzimy do tego wszystkiego co Pan pisze. Aktualnie, podróżowanie w naszym rozumieniu, to nie sielanka, a przygoda, poświęcenie i obserwacja odmiennych kultur dla rozwijania własnej osobowości, wyrabiania sobie swojego zdania na wiele tematów, by nie być skazanym tylko na media, czy opisy innych. To otwartość, a nie krytyka. Bywa nam nieraz źle, pewnie że tak! Wkurza nas nieuczciwość, naciąganie, czy przeszkadza brzydki zapach, ale nikt nas tam na siłę nie ciągnie. A wciąż podróżujemy, bo lubimy tę odmienność bytu od codziennego za biurkiem w Polsce. I przymykamy oko, uśmiechamy się do innych, bo nawet jeśli ich uśmiech nie jest super-szczery, to jednak i tak wolimy go od marudnej natury Polaków i niemiłej obsługi w polskich placówkach różnej maści. I szczerze, przez całą zimę nie spotkałam w Tajlandii ani jednego szczura, choć tam mieszkałam. Podobno są, ale ja w krakowskich kamienicach spotykałam ich dużo więcej – Kraków ma ogromny problem ze szczurami! Do tego smog też mi śmierdzi, bardziej niż durian ;) bo w Tajlandii mogłam mieszkać, a z Krakowa w końcu się wyprowadziłam… co ciekawe – nad Bałtyk, w którym śmieci jest też ogrom, ale ja i tak ten Bałtyk kocham! Także to kwestia nastawienia – gwarantuję :)

      1. Szanowna Pani,
        powinna pani wiedzieć jakiej to rzeczy dokonałem by móc być krytycznym co do zachwytów deklarowanych przez przeróżne blogi podróżnicze.Któregoś grudniowego wieczoru przeczytałem relacje z podróży poślubnej małżeństwa Rostków,w tejże relacji odnośnik do podróży i zdjęć „The Ollie”,który to z uwagą wielką analizowałem. Coś mi jednak w tych relacjach i fotorelacjach /pomijając warsztat/ nie pasowało.
        Klamka zapadła.Usiadłem,pomyślałem,zaplanowałem i pojechałem sprawdzić.Tak osobiście.Odwiedziłem Wietnam,Laos,Kambodżę,Tajlandię,Birmę,Indonezję,Bangladesz.Gdzie byłem w Tajlandii napisałem,popłynąłem Mekongiem do Phnom Penh z Can Tho,potem Tonle Sap
        do Siem Rap.Byłem na Jawie,Bali,Gili,Lombok-Rinjani,Komodo.Bagan,Inle i takie tam” must see”
        Dość o tem.
        Najważniejsze !
        Wszystkie te relacje to bujda na resorach.Nic tak nie wygląda i nie działa.
        Powie pani,że każdy postrzega Świat inaczej.Ja jednak będę upierał się,że istnieją prawdy uniwersalne :
        Bali to wyspa,która ma wybetonowane pobocza kapliczkami.
        Przejazd regionem rolniczym,taką polską wsią,płatny!
        Kuta-katastrofa,Ubud-dziurawe chodniki i nic więcej.
        Wyspy Gili-komercja i brud,żenada.Żadne rafy czy inne atrakcje.
        Na Rinjani sprzedawali wejścia w czasie erupcji.Omal aresztowała mnie policja.
        Fotografie „The Oliie” nie pokazują góry śmieci na trasie i w obozach.Inna sprawa,że zawsze pokazują sielankę,której nie ma.Poza tym wejście jest naprawdę trudne dla 54 latka,nikt o tym nie pisze.
        W Wietnamie nie ma naprawdę niczego.Ha Long tonie w śmieciach-obrzydliwe !
        Sajgon,Can Tho,Chau Doc,Da Nang,Hoi An,Hue,Nha Trang -porażka !
        Laos nie ma niczego,powtarzam ,niczego do zaoferowania.
        Luang Prabang-nic w środku niczego.Ceremonia jałmużny dla mnichów-nie widziałem bardziej barbarzyńskiego przedstawienia.Jak może zgłupieć współczesny turysta!
        Vang Vieng dla idiotów.Ale można nisko upaść !!!
        Może już wystarczy?
        Jeśli będzie pani chciała kontynuować konwersację chętnie napiszę więcej.
        Świątecznie pozdrawiam.Olgierd.

        1. Szanowna Pani,

          z pewnym zaskoczeniem zauważyłem,że usunięto moje „PS” do komentarza powyżej, z pisankowym pozdrowieniem.Poniekąd fakt ten sprawił mi nawet pewną przykrość ponieważ odnosiłem wrażenie,że ten blog
          jest naprawdę rzetelny , wiarygodny ,inny. Oczywiście,że blog to Pani własność i może Pani z nim robić co zechce, ja jednak pozwolę sobie poczynić kilka uwag związanych z wiarygodnością jako taką w ogóle.
          Zatem.Występując w TV stajecie się Państwo osobami publicznymi, tak jak ten redagowany blog upublicznia treści w nim zawarte.Jednocześnie, skoro zgodzili się Państwo na możliwość umieszczania komentarzy przez czytelników to taki wybór i wynikłe z tego konsekwencje należy przyjąć z „całym dobrodziejstwem inwentarza” .Jeżeli komentarz nie zawiera wulgaryzmów,treści obraźliwych,reklam itp. a prezentuje odmienny punkt widzenia ma prawo istnieć pośród innych, choćby najdalszy był od ochów i achów.Tego wymaga bycie wiarygodnym.
          Tytuły blogów,które przytaczam w „PS” nie są fikcyjne,One istnieją i ktoś je tak zatytułował: „Pojechana”, „Zalatana” ,”Rozlatana”,Rozlatani” i jeszcze innych kilka,które wprawiają mnie w zażenowanie.
          Pewnie,że można tylko czy trzeba?Przecież :”jak cię widzą tak cię piszą” i na odwrót.Stąd moja uwaga o kondycji mentalnej.Poza tym pozostaję przy mojej opinii-prawdziwa turystyka skończyła się z powieścią „Śmierć na Nilu”
          Pozostaję z poważaniem-Olgierd.

          1. Panie Olgierdzie,
            napisał Pan swoje opinie o krajach, miejscach, wydarzeniach i tutaj nie mam zastrzeżeń – ma Pan pełne prawo do swojego zdania w tym temacie – więc tego nie usuwam. Jednak kiedy zaczyna Pan w złośliwych sugestiach obrażać moich znajomych, to już jest ruch w złą stronę, bo ten blog istnieje z życzliwości i pasji, dlatego nie widzę tu miejsca na nieprzyjemne (i na granicy cenzuralności) uwagi wobec kogokolwiek. Zwłaszcza, że tego bloga czytają nieletni i niestety, ale uważam, że ten komentarz nie był dla ich oczu. Stąd został usunięty.
            Niemniej, za życzenia świąteczne bardzo dziękuję i życzę Panu wszystkiego dobrego!

          2. Szanowna Pani,
            nie ma mowy by moją intencją było obrażanie kogokolwiek.Pani znajomych czy nie,nie ma to znaczenia.Kogokolwiek.Proszę zauważyć,że o nikim nie napisałem nic obraźliwego a to z prostej przyczyny, nie leży to w mojej naturze,nikogo nie znam,nie zamieniłem słowa, nie mam zdania po prostu.Napisałem tylko,że razi mnie dwuznaczność skojarzeń tytułów wymienionych i tyle.A nazwać jak np.”Gonimy słońce” można?Można.
            Kończąc naszą,jakże miłą konwersację chciałbym by dostrzegła Pani zamysł , który mam na myśli.Jeśli nawet Świat jest piękny to na pewno nie wszędzie i o tym też proszę pisać.Ktoś z Pani znajomych z uwagi powyżej napisał zdanie,cytuję z pamięci :”już pewnie wiecie, że z bloga podróżniczego da się wyżyć”. Tak jak ze sprzedaży używanych samochodów.Sztuką jest sprzedać auto po wypadku jako auto po wypadku.
            Ryszard Kapuściński pisał o wielu wydarzeniach,których nie widział tak,że widział a inne,których był świadkiem pomijał.Taka wybiórcza optyka.Uniknięcia jej Państwu życzę szczerze.Do zobaczenia być może gdzieś.
            Olgierd.

          3. Brawo Panie Olgierdzie !
            Wreszcie jakaś ożywiona dyskusja a nie same słodko-banalne posty.Z tą wiarygodnoscią to pierwszorzędne zagranie.Blogi nie są wiarygodne wiem bo sam tego doświadczyłem.Ma pan rację z tym Rinjiani. Jestem pewnie z 10 lub więcej lat młodszy,biegam,pływam,roweruję a i tak góra dała mi w kość. Fakt obozowiska toną w śmieciach i ludzkich kupach.A fotki tej pani od bezlusterkowca no piękne wręcz.Zresztą poleca zawsze i każdemu.Tą góre.He he.Poza tym wygląda,że wie pan o czym pisze bo mamy takie same wrażenia choc nie wszędzie byłem.Jak by pan chciał podać adres
            mailowy napisałbym kilka pytań.Jak nie zrozumie.Pozdrawiam.A.D [ adec1973@wp.pl]

          4. O, jeśli będą Panowie mieli okazję wymieć się mailami, to będę miała znów poczucie, że ten blog łączy ludzi o wspólnych poglądach. A to jest zawsze miłe. Taka motywacja do dalszego pisania i poświęcania na to swojego wolnego czasu. Wprawdzie nie jest miło przeczytać, że blogi nie są wiarygodne, bo sama nigdy nie kłamię w swoich postach i osobiście od lat z wielu innych korzystam. Jednak biorę pod uwagę, że każdy odbiera wszystko w inny sposób, trafia na różnych ludzi i sytuacje, a to bardzo wpływa na opinie. Jeśli nie podobało mi się traktowanie nas jak chodzące skarbonki na Sri Lance – napisałam. O beznadziejnej wyprawie na oglądanie wielorybów powstał cały wpis (zresztą jeden z chętniej czytanych). A kiedy znany zespół od tanga argentyńskiego grał kiepsko – skrytykowałam. Dodatkowo, w przygotowaniu mam post o tym, jak najcudowniejsze zabytki Mjanmy toną w śmieciach oraz jak bardzo mnie to wkurza i proszę mi wierzyć – zdjęć śmieci mam więcej niż zabytków. Niemniej nie żałuję ani Sri Lanki, ani wieczoru z tangiem w Buenos, ani odwiedzenia Bagan. I polecam ludziom zawsze przekonać się na własnej skórze jak jest, bo czytając opinie innych nie pracujemy nad kształtowaniem swojego zdania i oglądu świata. Nie uważam tego za niewiarygodność, a za zachętę do ruszenia się z fotela zamiast oglądania otępiającej telewizji. Ale nikogo do niczego nie zmuszam. Panów do podróżowania również nie. Polecam może częściej się uśmiechnąć i otworzyć na świat. Ja często się złoszczę, wiele rzeczy mi się nie podoba, ale uśmiech mi pomaga :) polecam i pozdrawiam obu Panów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *