Urlop w Tajlandii | Jak się przygotować i co zabrać?

Czasami dobra motywacja to klucz do sukcesu, a czasami do przydatnego posta. Tak właśnie jest i tym razem. Ponieważ na okres świąteczny przylatują do Tajlandii nasze Mamy, to trzeba im pomóc odpowiednio przygotować się do tego wyjazdu. A skoro i tak już opracowujemy dla nich cały zestaw informacji, to dlaczego by nie podzielić się nim z Wami? :) Przedstawiamy więc zbiór wszystkiego co przyszło nam do głowy, czyli sporo informacji praktycznych, o tym jak bezpiecznie i ze wszystkim niezbędnym wyjechać na urlop do Azji Południowo-Wschodniej. I choć z założenia było to układane pod konkretne osoby, to dodane zostały też rzeczy, które powinien zabrać każdy (kto nie ma na miejscu dwójki nieźle przygotowanych podróżników;-)).

Żeby było łatwiej, podzieliłam wszystko na trzy grupy tematyczne, a z każdej będzie jeszcze specjalny diagram, dla zobrazowania wszystkiego. Można powiększyć i zapisać sobie na dysku, lub wydrukować – może się przydać.

I. DOKUMENTY

  1. Bilet lotniczy – nie czarujmy się – ważna sprawa. :) Zakładam, że skoro to czytasz, to jest już zakupiony, ale w razie czego miej wydrukowane potwierdzenie, lub chociaż zapisany numer rezerwacji. Czasami wystarczy okazać paszport przy odprawie i nie trzeba mieć nic ze sobą, ale też nie zaszkodzi być dobrze przygotowanym – różnie bywa.Ważne jest także, by był on „powrotny”, czyli w obie strony. Zdarza się (podobno), że trzeba okazać dowód opuszczenia Tajlandii zanim skończy się dopuszczalny okres pobytu (więcej napiszę przy wizach).
  2. Paszport – no to już jest coś, czego (mam nadzieję) nikt nie zapomina wybierając się w daleką podróż. Ja sprawdzam dodatkowo zawsze po wyjściu z domu, bo wszystko inne – w razie czego – jest do zdobycia. Ale bez paszportu (i kasy!) urlopu nie będzie… ;) Szalenie istotne jest, żeby był ważny jeszcze min. 6 miesięcy od momentu przekraczania granicy/przylotu do tej tajskiej krainy. Jeśli więc ważność dokumentu bliska jest końcowi, warto przemyśleć wyrobienie nowego.A i jeszcze jedno. Zawsze w podróż, gdzie posługujesz się paszportem, zabierz ze sobą ze dwie kserokopie dokumentu (schowane w różnych częściach bagażu) i najlepiej jest mieć też skan paszportu na swoim mailu (do ewentualnego wydrukowania, czy przesłania). Polecam!
  3. Wiza – z Tajlandią jest aktualnie tak (grudzień 2015), że każdy Polak przylatując tutaj samolotem, dostaje na lotnisku pieczątkę na 30-to dniowy pobyt bez większych problemów. Należy wypełnić druczki z podstawowymi informacjami (dane osobowe, numer lotu, paszportu, termin pobytu, czasem miejsce zakwaterowania), które często rozdają już w samolocie (uprzejme stewardessy pomagają w wypełnianiu, gdy się poprosi), lub – gdy linie lotnicze nie zapewniają – po wyjściu z samolotu na pewno są do dostania w wielu miejscach (wystarczy rozglądać się za skupiskami ludzi, skrzętnie coś skrobiącymi w różnych pozycjach – kolano, stolik, plecy innej osoby, czy ściana;-)). A, no i jeśli nie po tajsku, to raczej tylko j. angielski wchodzi w rachubę. Potem – nie ma lekko – trzeba chwilę postać w długich kolejkach do okienek z urzędnikami. W Tajlandii można się uśmiechnąć, ale fason trzymamy! ;) Podobno też nie powinno się wyglądać na przemęczonego i zbyt niechlujnego, bo jak się bardzo źle wygląda, to mogą nie wpuścić… hm. Po pieczątce uśmiechamy się już szerzej, dziękujemy ze skinięciem głową – panie: KOB KUN KA[AAAaa]; panowie: KOB KUN KrAp (małe litery prawie nieme) – i jesteście na urlopie! :))Przekraczając granicę lądowo, czas na pozostanie w Tajlandii jest o połowę krótszy – 15 dni – i [bardzo] nie warto tego przekraczać. Ale pisząc tu pod kątem urlopów podejrzewam, że w większości sytuacji termin ten wystarcza, bo pewnie podróż jest rozbudowana o sąsiadujące kraje.

II. ZDROWIE

  1. Ubezpieczenie –  zdania często są podzielone, ale według nas jest to coś, co warto wykupić. Niekoniecznie najdroższe (różne opcje ubezpieczeń można porównać tutaj), obejmujące nie wiadomo ile dodatkowych opcji, choć to już jest kwestia indywidualna. Ale trzeba poczytać w OWU co dokładnie obejmuje ubezpieczenie, a czego nie. Musimy mieć świadomość, że wybieramy się trochę dalej niż do sklepu za rogiem i wiele niespotykanych [na co dzień] sytuacji może się wydarzyć. A na nie wszystkie stać zwykłego śmiertelnika, więc nie bagatelizujmy tematu. Bywają naprawdę fajne oferty – warto się porozglądać i dostosować coś do swoich potrzeb. Ze stali nie jesteśmy i jak człowiek zwykle dba o to, by we własnym kraju mieć jakieś ubezpieczenie, to co dopiero na innym kontynencie.
  2. Apteczka  – czyli podstawowe leki, które dobrze zabrać. W Tajlandii punktów farmaceutycznych jest sporo i w większych miejscowościach można trafić na duży wybór (a i w tych mniejszych, ale turystycznych podstawy można łatwo znaleźć). Jednak nie zaszkodzi mieć ze sobą kilku plastrów na obtarcia czy skaleczenia, tabletki przeciwbiegunkowe, coś na chorobę lokomocyjną, czy jak ktoś potrzebuje na alergię – swój sprawdzony środek (musujące wapno też nieraz się przydaje). Niekoniecznie polecam szukanie w Polsce środków przeciwko ukąszeniom komarów, bo na miejscu wszędzie można dostać całkiem skuteczne środki z dopasowanym DEET-em do danego obszaru (wszędobylskie sklepy 7 Eleven oraz apteki – to przynajmniej). Natomiast dodatkową opcją do rozważenia jest coś przeciwgorączkowego i słynny Malarone. I jak środek na zbicie gorączki nie powinien nawet zastanawiać, tak Malarone może odrzucić kwotą już na wstępie. Zresztą opcja łykania tego codziennie podczas podróży (plus przed i po kilka dni) nijak też nie zachęca. To jest bardzo indywidualna kwestia, którą każdy powinien rozważyć pod siebie, bo zdrowie i życie to nie coś, w czym my powinniśmy „doradzać”. Napisać za to możemy, że my kupiliśmy po opakowaniu na głowę i mamy ze sobą. Ale też wiemy, że tutaj w Azji, są dużo tańsze odpowiedniki tego leku i bardzo skuteczne, bo miejscowe. Poza tym, repelenty na skórę i moskitiera na noc (często w miejscu noclegowym, lub łatwo dostępna i tania w sklepach) to bardzo rozsądne rozwiązanie. W zasadzie sam Bangkok jest wolny od malarii, a i generalnie turystyczne rejony nie są specjalnie zagrożone, co nie znaczy, że nic nie może się wydarzyć… W razie czego szybciutko szpital, bo tutejsze ośrodki medyczne cieszą się bardzo dobrą opinią,
  3. Profilaktyka
    • osłonowy Dicoflor – fajna opcja prostego i niedrogiego wsparcia żołądka przed „szokiem” inną florą bakteryjną. 10 tabletek na osobę wystarcza, by większość podróżników nie miała przykrych komplikacji po pierwszych smakołykach w odległych krajach. My praktykujemy go od kilku lat przy podróżach i jak dotąd nas nie zawiódł. Tydzień przed wylotem łykamy tabletkę dziennie podczas posiłku, a pozostałe już kończymy w podróży. Dziesięć dni ciągiem i gotowe. Nie jest to sposób 100%-owy ale bardzo, bardzo skuteczny dla większości, więc warty wypróbowania.
    • szczepienia – to jedno z częściej zadawanych przez Was pytań, ale nie bardzo lubimy na nie konkretnie odpowiadać. Powód jest prosty – to za duża odpowiedzialność, by brać sobie czyjeś zdrowie, czy życie na sumienie. Dlatego mało kto odważy się Wam powiedzieć – weź to i to, a tego nie. Decyzja należy do Was, a my wyszczególnimy tutaj te zalecane dla Tajlandii i okolic. Jedyne o czym możemy wspomnieć, to nie dajcie się zwariować i pamiętajcie, by poznać szczegóły choroby, czy miejsca występowania. Jeśli choruje na coś 100 osób w Azji rocznie, lub nie jedziecie w dzikie dżungle, to… wiadomo – wszystko z głową. Obowiązkowych szczepień nie ma żadnych dla tego kraju, a zalecane, to: WZWAWZWBtężec+błonica, dur brzusznycholera i wścieklizna. Poczytajcie o nich dokładnie pod kątem Waszych wypraw, choć też część z nich przydaje się w naszym kraju (np. WZWB miał prawdopodobnie podany każdy, kto przechodził jakikolwiek zabieg chirurgiczny).

III. WALIZKA

  1. Buty – przede wszystkim dwie zasady – wygodne i przewiewne! Zawsze przydadzą się japonki, ale dodatkowo warto coś wygodniejszego (np. sandały) do długich dystansów „zwiedzaniowych” (dla tych co nie lubią w japonkach). W zależności od planów, dobrze widziane są buty „wieczorowe”, choć tutaj nie mam na myśli nie wiadomo jakich, a po prostu „sukienkowe” dla pań, a dla panów jakieś pełniejsze, w których wyjdą na kolację. Oczywiście nie wszędzie jest to potrzebne i nie każdy przykłada do tego wagę, ale w dobrym tonie jest być ubranym na kolację inaczej, niż na plażę czy spacer i to już od Was zależy, czy to respektujecie czy nie. W Bangkoku, by wyjść na dach restauracyjny tutejszych drapaczy chmur, pełne buty i pewien dress code jest obowiązkowy, ale na szczęście czasem niektóre miejsca mają wypożyczalnie odpowiednich butów i ciuchów dla nieprzygotowanych. Ewentualnie też pamiętajmy, że obuwie jest tu tanie, więc każdy może coś dla siebie łatwo znaleźć. A ostatnia opcja – jeśli w dżunglę czy na trekkingi, to trzeba pomyśleć o butach trekkingowych, to chyba oczywiste. I wystarczy, bo i tak w wielu miejscach będzie prośba o zdjęcie obuwia, więc nie ma co brać dużo (można wtedy zakładać skarpetki – to dla wrażliwszych, lub gdy rozgrzana słońcem posadzka przy świątyniach parzy jak ogień).
  2. Ubiór – daruję sobie spis rzeczy oczywistych, nadmienię tylko te mniej, lub po prostu bardzo ważne. Choć najlepiej chyba zacząć od tego, by do Tajlandii zabrać tylko kilka ciuchów, a resztę sobie pokupować, bo jest tanio, różnorodnie, kolorowo i inaczej niż wszędzie wokół w Polsce. W każdym razie pakując się pamiętajmy, że upał upałem, ale tutaj nie wypada chodzić bardzo skąpo odzianym, a już na pewno pod kątem świątyń, czy poważniejszych miejsc publicznych, należy mieć coś na ramiona i za kolana. A w głównym Pałacu w Bangkoku, nawet to nie wystarcza i trzeba mieć po prostu dłuższy rękaw (ewentualnie 3/4) i coś do kostek. Lekkie, zwiewne, naturalne i oddychające (!), ale jednak długie. No i żadnych dekoltów – wiadomo. Dobrze sprawdza się chusta/szal/buff do owinięcia i długa spódnica lub dopinane nogawki w spodniach. Poza tym pomyślmy o czymś kąpielowym (bo jak nie na plażę, to dość popularne są tu baseny przy wielu obiektach) i okryciu na głowę typu kapelusz, czy choćby chustka. Pamiętajmy też, że w takich upalnych krajach kochają [beznadziejnie przesadzoną] klimatyzację w większości miejsc zamkniętych i tu przyda się zawsze jakiś cienki sweterek zapinany, czy nawet niektórym skarpetki. Ja w metrze owijam się nieraz tylko długim buffem, ale do pociągu – na dłuższe trasy – to już ubieram się ciepło od stóp do głów! Czytaliście o naszej traumie w Malezji? Tu bywa podobnie ;)
  3. Gadżety – szczoteczek do zębów wypisywać nie będę i – podobnie jak przy ubiorze – skupię się rzeczach istotnych, które dla jednych będą oczywiste, a dla innych okażą się wielkim odkryciem (patrząc po niektórych forach internetowych;-)). Dlatego zaczynam od przewodnika, który przyda się w języku ojczystym, dla osób o słabej znajomości innych języków. Tutaj trudniej będzie zdobyć, a warto poczytać o miejscach, które się ogląda czy do których wybiera, bo lepiej podróżować świadomie, niż nie interesując się niczym wokół i tylko te plaże i plaże… ;p Dodatkowo – plaże czy nie – koniecznie zabierzcie okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem dostosowanym do cery. Jedno i drugie dostaniecie też na miejscu, ale coś na pierwsze godziny/dni tutaj, bardzo się przyda. Poza tym kremy w turystycznych miejscach są drogie, a okulary poza kolorowym szkiełkiem i oprawką, filtra raczej nie widziały (chyba, że w dobrych sklepach optycznych)… kwestia wyboru, ale oczy mamy na całe życie. Super przydatny jest (w krajach o dużej wilgotności, choć nie tylko) ręcznik szybkoschnący, bo poza tym że nie suszymy go tak długo jak zwykłego, to jeszcze jest mały, zwinny i lekki – cudowny wynalazek! Na samą przeprawę lotniczą (i generalnie w podróż) bardzo polecamy: [dmuchaną] poduszkę zawijaną na szyję, opaskę na oczy (do spania), korki do uszu! (często słuchawki z muzyką też nieźle zastępują korki, ale lepiej mieć to i to), saszetkę biodrową na dokumenty i pieniądze (najlepiej mało widoczną, lub bardzo przylegającą, ewentualnie jakieś swoje sposoby, ale trzeba uważać!), chusta/pled (to coś czym można się przykryć gdy zimno, owinąć przed świątynią i położyć na niej na plaży – bardzo przydany, lekki gadżet), no i niezastąpiony żel antybakteryjny do rąk, plus chusteczki wilgotne, najlepiej też antybakteryjne (i przed każdym jedzeniem stosujemy koniecznie, zwłaszcza w pierwszych dniach podróży). W Tajlandii akurat adapter nie jest potrzebny, bo gniazdka zwykle są przystosowane też do naszych wtyczek, więc na koniec jeszcze wspomnę o latarce (często jest w telefonach), bo nieraz na wyspach brakuje prądu przez jakiś czas i kłódeczce do zamykania bagażu, czy np. szafek w hostelach (ale kłódeczki są bardzo często sprzedawane na ulicach, więc… wiadomo).No i nie zapomnijmy też o pieniądzach oraz/lub kartach płatniczych i bankomatowych. Bahty (THB) najlepiej wybierać, lub wymieniać na miejscu – bankomatów sporo, banków i kantorów też (w niektórych miejscach możliwe są również płatności kartami kredytowymi).Generalnie ktoś kiedyś powiedział, że tutaj do dostania jest wszystko to samo co w Europie, a nawet jeszcze więcej. I jak dotąd, muszę się z tym zgodzić. ;)

Ogólnie rzecz biorąc, jest to wszystko, co przyszło nam do głowy, by pomóc w przygotowaniach. Jeśli o czymś nie pomyśleliśmy – śmiało piszcie poniżej, bo ten post jest po to, by pomóc innym. W razie czego, większość rzeczy dostaniecie na miejscu. Droższe niż w Polsce są często kosmetyki i sporo droższy jest alkohol (mowa o importowanych produktach). Ale ogólnie ceny „do ugryzienia”, bo z kolei mocno się oszczędza na innych rzeczach. Nie zapomnijcie paszportu ;) ubierzcie się wygodnie(!) do samolotu (gdzie spędzicie wiele godzin próbując spać na siedząco) i pamiętajcie, by nie zapakować do bagażu podręcznego niczego z niedozwolonych przedmiotów, bo wylecą, a i niepotrzebna jest ta wątpliwa przyjemność przeszukiwania na boku. ;)

No to…  UDANEGO URLOPU!!!

A post ten dedykujemy naszym kochanym Mamom, które nie dopuściły do tego, żebyśmy znów samotnie spędzali święta z daleka od domu – jak kiedyś na Bali – i przybywają do nas z opłatkiem i kabanosami :D

Dziękujemy! :* :)


Ponieważ Tajlandia cieszy się aktualnie ogromnym zainteresowaniem, przygotowaliśmy właśnie – specjalnie dla Ciebie – dodatkowy, bardzo praktyczny post:
PIERWSZY RAZ W TAJLANDII? SPRAWDŹ OD CZEGO ZACZĄĆ! <klik>

Plaże Tajlandii - wyspa Koh Larn

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

30 myśli na temat “Urlop w Tajlandii | Jak się przygotować i co zabrać?

  1. Bardzo dobry przewodnik dla kogoś, kto wybiera się do Tajlandii! Ja co prawda nie mam kupionego biletu, ale bardzo chętnie przeczytałam ten tekst :) Życzę Wam I Waszym mamom Wesołych Świąt :)!

    1. Dziękujemy bardzo! <3
      Szalenie miło jest wiedzieć, że komuś – poza mamami – dobrze się to czyta ;) a kto wie, może niedługo i Tobie przydadzą się te informacje…;)) Również: Wesołych Świąt!!

  2. Trochę jest tych przygotowań i tematów do ogarnięcia, ale na szczęście nie jest tego nie wiadomo jak dużo. My póki co jeździmy głównie po Europie, więc odpada nam kwestia szczepień czy wiz (pomijam Turcję, gdzie wizy dalej są potrzebne, ale ona tylko w niewielkim fragmencie jest europejska). Z rzeczy na biegunkę warto mieć zawsze węgiel, który działa niezależnie od flory bakteryjnej (w przeciwieństwie do takich środków jak stoperan czy imodium).

    1. Z tym węglem , to faktycznie ciekawa sugestia – my akurat nie znamy efektów na swoim przykładzie, ale ostatnio coraz częściej słyszymy, że pomaga. Dzięki! ;)

  3. Wow, organizacja godna podziwu :-). Z takim przewodnikiem po pakowaniu i przygotowywaniu się do wyjazdu to na pewno nie będzie ani tresów, ani problemów w podrózy. Nie miałam pojęcia, że kosmetyki są droższe. Z ciekawości się zapytam czy lokalnie się coś produkuje? W sensie jakieś kosmetyki znane tylko tam? Czy są droższe bo sprowadzane z zachodu?

    1. Miejscowe na pewno są trochę tańsze, typu mydełka itp., ale to zwykle na targach. Natomiast jeśli chodzi o sklepy, to większość zagraniczna i droga, np. płyn micelarny trzykrotnie droższy niż w Pl, dezodoranty przynajmniej o połowę, ale często ze dwa razy droższe, a kremów więcej jest wybielających skórę, więc chcąc jakiś normalny, znów drożej ;)

  4. Świetny poradnik! Gratulacje. Wciąż się zastanawiam czy ten kierunek mi odpowiada, bo wolę jednak zachodnie klimaty, ale Tajlandia jest piękna, więc chyba kiedyś się tam wybiorę. A co do ubezpieczenia to ja osobiście zawsze je kupuję i polecam każdemu. To nie są duże pieniądze, a mogą się okazać świetnie wydanymi.

    1. Dziękujemy!! ღ
      A Tajlandia jest na pewno godna polecenia, więc kiedyś dla odmiany – warto ;) Co do ubezpieczeń z kolei – bardzo rozsądnie!

  5. przyznam, że na te tabsy na florę bakteryjną bym nie wpadła. niby oczywiste, a jendak jak się nie jeździ w dany rejon, to można przeoczyć. a terazy pytanie laika – sami się szczepiliście się? widzę, że nie chcecie tutaj nic radzić, pytam z ciekawości. ;-)

    1. Tabletki polecamy bardzo i fajnie wiedzieć, że coś się może komuś przydać z tego posta ;)
      A szczepienia zawsze przez punkty medycyny podróży. W Krakowie są dwa, w Gdyni na pewno jeden, a w pozostałych większych miastach też coś musi być. Warto się rozejrzeć ;)

  6. Tajlandię mam na oku od dawna. Chciałbym żeby to była moja pierwsza przygoda z Azją. Kiedyś już miałem wyszperane loty, noclegi sprawdzone na airbnb (taniutkie!) i zabrakło przysłowiowych jaj żeby zabukować. Nadrobię! :)

    1. Tajlandia jest właśnie najlepszym krajem na pierwsze spotkanie z Azją! A przynajmniej wg nas, ale wiele osób się z tym zgadza ;) Następnym razem jak się zawahasz – napisz! Już my Cię przekonamy :D

  7. Właśnie jesteśmy z rodzinka na lotnisku w drodze do Tajlandii, 3 tygodnie w Azji mamy nadzieje, ze warto…. o warto zobaczyć w Bangkoku jesteśmy tam 3 dni ?

    1. Na pewno warto! :) A w Bangkoku polecamy to co w zasadzie najsłynniejsze, bo w 3 dni wiele więcej się nie zdąży. A jeśli coś już szczególnie, to świątynie Wat Arun i Wat Pho (koniecznie zaserwować sobie masaż przy niej, jest najlepszy z wszystkich wypróbowanych), główny Pałac jest już dyskusyjny przy małej ilości czasu, ale jeśli komuś zależy..;) Warto przepłynąć się tramwajem wodnym, bo można poobserwować różnorodność miasta po obu stronach rzeki (również nocą) no i przejść w okolice Khao San Road na zakupy. Przy większej ilości czasu bardziej polecamy Chatuchak, ale to już wyprawa na inny koniec miasta. My osobiście lubimy dzielnice nieturystyczne, do obserwowania życia codziennego, ale to przy dłuższym pobycie. No i jadanie na ulicach, gdzie jada sporo miejscowych. Plus owoce, soki i lody kokosowe ;). Niezapomnianych wrażeń!!!

        1. Lody (a prędzej kostki lodu) mogą być faktycznie dyskusyjne, ale owoce i soki to już przesada – jest to jeden z głównych argumentów na podróż w tajską część świata. Przekonaliśmy się nieraz, że w "medycynie podróży" mogą być różni lekarze i są tacy, którzy najlepiej by odradzili podróż w egzotyczne miejsca, a inni starają się zapobiegać problemom polecając taki Dicoflor (czyt. w poście powyżej) lub mówiąc, która szczepionka może pomóc chronić żołądek i jelita w podróży.
          Zawsze można mieć pecha (nawet jadając w Polsce;)), ale jedno jest pewne – akurat Tajowie są dość higienicznym narodem i można to dostrzec nawet wśród ulicznych sprzedawców. Więc jak nie w każdym miejscu w Chinach odważylibyśmy się jeść nawet my, tak w Tajlandii nie mieliśmy z tym problemu nigdzie. I osobiście nie znamy nikogo (a trochę podróżników jednak znamy, plus mieliśmy też sporo gości w Bangkoku) komu zaszkodziły owoce, soki, czy wspomniane lody kokosowe. A jada się ich wszystkich sporo każdego dnia (może nie od pierwszego dnia w Azji, ale stopniowo czemu nie?). Warto tez wiedzieć, że sami Tajowie używają do wszystkiego wody pitnej w butelkach (jest tania i do dostania wszędzie na ulicach w odpowiednich "budkach"), do lodów pewnie też. Tak że skoro woda w spożywczych produktach jest pitna, to najważniejszą rzeczą, by nie chorować w podróży jest – MYCIE WŁASNYCH RĄK, czyli coś o czym nie każdy pamięta, a wiele osób bagatelizuje. ZAWSZE przed jedzeniem w publicznych miejscach my stosowaliśmy żel antybakteryjny. W zasadzie nawet po kilku miesiącach mieszkania w Azji.
          Warto o tym pamiętać i cieszyć się smakami Azji :)
          No chyba, że ktoś bardzo nie jest przekonany, lub za bardzo się boi (ewentualnie ma super-wrażliwy żołądek), to nic na siłę – wszystko róbmy zgodnie z własnymi przekonaniami :)

  8. Dzięki z porady.. W kwietniu wybieramy się w pierwszą daleką podróż. Czy możecie polecić jakiś nocleg w Bangkoku w dobrej cenie?

    1. Wspaniale, gratulujemy pomysłu! :))
      Z poleceniem noclegu może być ciężko niestety, bo ostatnio mieszkaliśmy w wynajmowanej garsonierze, a tak to zwykle decydujemy się na promocyjną ofertę z Booking.com (lub Agoda), która w danym momencie jest bardzo okazyjna, ale później ceny są podbite wysoko. Niemniej, polecamy zrobić dokładnie to samo. Wpisać daty i miejsce pobytu, ilość osób i ustawić wyszukiwanie od najniższej ceny. Wtedy pokażą się promocyjne oferty i zawsze polecamy patrzeć na ocenę miejsca noclegu – od 7 w górę zwykle jest już OK, a poniżej raczej się nie decydujemy. Chyba, że opis lub adres nas przekona.:) Powodzenia!

    1. Dokładnie dzisiaj udostępniliśmy najnowszy post, gdzie piszemy o tym, kiedy jechać i czy trzeba się bać któregokolwiek miesiąca w Tajlandii. ;) Warto więc do niego zajrzeć, bo sporo jest rad na 1 raz: http://www.gonimyslonce.pl/2017/02/pierwszy-raz-w-tajlandii-sprawdz-od.html
      Październik to teoretycznie końcówka pory deszczowej, ale nie obawiałabym się jej jakoś bardzo, bo nawet jeśli pada, to nie cały czas. To są kwestie chwilowe, czasem kilku godzin i od razu jak przechodzi, to robi się super ciepło i wszystko schnie momentalnie. A już najczęściej to pada nocami, a dnie są bardzo ładne. Ale prawda jest taka, że reguły nie ma, więc nie możemy nic zapewniać. :)
      My osobiście tylko dwukrotnie mieszkaliśmy na wyspach – na Koh Phangan (bardzo polecamy) i Koh Larn (również polecamy, choć jest dużo mniejsza, ale za to blisko Bangkoku). Innym razem mieszkaliśmy w Krabi i na Ko Phi Phi płynęliśmy w rejs (stały ląd jest zawsze tańszy niż wyspy, ale plaże nie te – nie ma co ukrywać). Powodzenia, na pewno urlop będzie niezapomniany! :)

    1. O, właśnie o włosy też przydałoby się zadbać w tak słonecznym kraju! Bardzo ciekawa wskazówka – dzięki Karolina! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *