Dead Can Dance, Warszawa 2012

Polska | Warszawa | Koncert DCD | Start w podróży

Oto pierwszy wpis na blogu… ale emocje! :)
Więc dlaczego akurat Warszawa? Co takiego musiało dziać się w stolicy przed samym wyruszeniem w podróż, że od tego zaczynamy? Otóż najlepszy start, jaki można sobie wyobrazić. Koncert będący perełką wśród wszelkich wydarzeń kulturalnych! Ale po kolei…

Na początek naszej podróży dookoła świata wybraliśmy Pekin. Powodów było kilka, ale jednym z najistotniejszych stała się po prostu pogoda. No bo skoro mamy gonić słońce, to miejsce, gdzie podobnie jak w Polsce zbliża się zima, trzeba odwiedzić możliwie szybko. A dalej już nieco spokojniej kierować się na południe. Poza tym, żeby dostać się do Pekinu z naszego pięknego kraju nad Wisłą, należy udać się na lotnisko w Warszawie – proste! :)

Z innej strony, mniej więcej w tym samym czasie co planowany wyjazd, w stolicy miało mieć miejsce coś, czego nie można było pominąć ani odpuścić. Wydarzenie, które mogło stać się niezastąpionym akcentem otwierającym taką podróż. Koncert, który potrafi uskrzydlić i zarazem uświadomić człowiekowi, że etniczność całego świata – ukazana za pomocą niecodziennych dźwięków – potrafi jednoczyć ludzi, wznosić na wyżyny, wychodzące daleko poza przyziemne i jakby nieco wyuczone emocje, a przede wszystkim – mobilizować do głębszego poznania świata od jego najbardziej autentycznej strony.

Klub muzyczny, Sala Kongresowa, Warszawa

Tego co dzieję się w człowieku, podczas spotkania na żywo zespołu Dead Can Dance, nie bardzo można ubrać w słowa. To trzeba usłyszeć, przeżyć i poczuć. Muzykalność tego duetu, połączenie ich jakże odmiennych sposobów przekazu muzyki oraz mistycyzm wokół całego tego wydarzenia, tworzy atmosferę absolutnie niewyobrażalną. Nawet spoglądając na różnorodność widowni przybyłą do Sali Kongresowej – gdzie pojawili się ludzie od najmłodszych dzieci, po starsze osoby – robi niesamowite wrażenie. Widać wszelkie możliwe klasy, subkultury, stany społeczne. Miło było patrzeć do jak szerokiego grona słuchaczy dociera tak odmienna od popularnej, oryginalna i zarazem doskonała Muzyka. Poruszające było też mijanie ludzi trzymających w górze kartki z napisem: „Kupię bilet na Dead Can Dance!!!”. I choć przykro było patrzeć, że im się nie udało, to samemu tym mocniej zaciskało się swój bilet, myśląc z ulgą i radością – ja ten bilet mam i tam właśnie idę!

O zespole DCD można by pisać długo i dużo. Jednak lepiej chyba od razu zachęcić do zapoznania się z ich – jakże bogatą – dyskografią, posłuchania ich Muzyki oraz do próby zrozumienia tego, co chcą nią przekazać. Naprawdę warto!

Po koncercie – starając się wrócić na ziemię – mieliśmy kilka dni w Warszawie na ochłonięcie z wrażeń ostatnich tygodni oraz przygotowań do wyjazdu. Ponownie spotkaliśmy Kasię i Kubę – naszych couchsurfingowych znajomych, którzy już drugi raz przygarnęli nas do siebie, dając okazję do odpoczynku i przemyśleń, czy aby na pewno jesteśmy gotowi do drogi. I co?
No i byliśmy! :)

w stronę słońca!

Lot do Pekinu miał przesiadkę w Kijowie, na które to miasto mieliśmy zaledwie dobę. Może i niewiele, ale przecież tym razem to nie Europę chcieliśmy podziwiać ;)
Z blisko godzinnym opóźnieniem (powinniśmy zacząć się przyzwyczajać) opuściliśmy Warszawę…

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

2 myśli na temat “Polska | Warszawa | Koncert DCD | Start w podróży

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *