Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, konie i rycerze

Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem | Sztuka, pasja i historia w jednym

Północna część Polski, województwo warmińsko-mazurskie. Gdzieś pomiędzy Iławą a Nidzicą, tereny są zazwyczaj dość płaskie. Jak jedzie się rowerem, to jednak bardziej pagórkowate, ale do gór faktycznie im daleko. Wszędobylskie pola uprawne tworzą sielski i pozornie mało fascynujący krajobraz. Wszyscy wolą albo góry, albo morze. No OK, jeziora też bywają akceptowalne. Ale pola?
No właśnie pola! One też przecież urzekają! Te kolorowe tereny uprawne oraz ukwiecone łąki w lipcu wyglądają bajecznie! Czy skąpane słońcem, czy w mgłach poranka… prezentują magiczny świat zabawy światła i cieni, skraplania, parowania oraz potęgi przyrody. I ta cisza… nie taka bezgłośna i przytłaczająca, a taka w której muzyk nie słucha muzyki. Tylko chłonie całym sobą każdy element otaczającego obszaru. Zakochuje się i uzależnia od dźwięków, widoków i zapachów. Od tej magii w złudnie niemagicznym świecie…

Pola Grunwaldu, rowerem na bitwę

To tutaj, 607 lat temu, ogrom rycerzy, łuczników, chłopów i innych śmiałków prawdopodobnie zapijało strach miodem pitnym lub innym trunkiem. Po to, by nie myśleć o tym, czy zginie za chwilę, czy jednak przetrwa. Czy obroni swój kraj i swoje rodziny, czy straci swe życie na marne. Czy będzie cierpiał, a w zasadzie jak bardzo, bo bólu nikt tutaj nie uniknął. Bólu, strachu, głodu, zimna… w tych bajecznie pięknych terenach! Gdzie kwiaty prześcigają się w tym, który z nich piękniejszy, wyższy, dorodniejszy.
Tak rzadko dajemy się ponieść takim refleksjom. A szkoda, bo mądre przemyślenia czynią z nas lepszych ludzi. Dystansują, uczą, kierują życiem na ciekawe grunty. Dlatego może warto choć jeden raz w życiu przybyć pod Grunwald? Rozejrzeć się, obejrzeć moment chwały, pozwolić załomotać sercu, gdy potężny chór męskich głosów zaśpiewa z mocą Bogurodzicę i poczuć ten dreszcz przy wystrzałach kul armatnich oraz brzęku ogromnej ilości stali.

Właśnie tutaj, na polach pomiędzy Grunwaldem a Stębarkiem, każdego roku zaczyna robić się tłoczno. Mniej więcej w połowie lipca, tak tradycyjnie. Już na tydzień przed inscenizacją pojawiają się pierwsi pasjonaci średniowiecza, by budować swoje obozy, stawiać namioty i kopać kuchenne lodówki głęboko w ziemi. A konie mają okazję zaznajomić się z nowymi terenami. Ludzie natomiast wyłączają telefony, ubierają w stroje z epoki i cieszą się stylem życia blisko natury i innych osób. Czyli wracają do czegoś, co bardzo ważne, a od czego w dzisiejszym zagonionym i zautomatyzowanym świecie bardzo daleko odchodzimy.

A czym tak naprawdę jest ruch rycerski?

Sztuka walki i harcerstwo dla dorosłych? Trochę tak!

Niektórzy nie lubią porównania do harcerstwa, ale nie jest ono takie złe. Oczywiście nie chodzi o dosłowność i nie ma się co doszukiwać różnic, skupmy się lepiej na podobieństwach. Wstępując do ruchu rycerskiego człowiek bardzo dużo się uczy. To nie jest czysta forma zabawy. Jest stopniowanie – od dwórki i giermka, po damę i rycerza, a nawet dowódcę, czy innego marszałka dworu. Wszystko jednak przychodzi z czasem, doświadczeniem i wiedzą. Sporo trzeba przeczytać, obejrzeć, odwzorować. Samemu uszyć cokolwiek, nawet jeśli nie suknię, tunikę czy przeszywanicę, to jednak chociaż chustkę na głowę, siennik lub szarfę dla ukochanej osoby. Nikt na mundurku nie naszywa wprawdzie zdobytych umiejętności, ale one owocują. Nie ma osoby, która nie potrafi cerować, rozpalić ogniska z mokrego drewna, postawić wiaty, zanitować odpadającej części zbroi, czy zapleść kolczugi. Każdy – bez względu na płeć i wiek – strzelał z łuku, gotował kaszę i przechodził różne testy sprawnościowe. Zaradność i kreatywność w takim historycznym obozie sięga nieraz zenitu i naprawdę w dzisiejszym świecie jest to bardzo cenne. Bo nawet by ugotować posiłek dla obozu według historycznych zasad, to też nie lada gratka. A co dopiero radzenie sobie z nawałnicami, gdy namiot historyczny (bez podłogi) ma tylko drewniany maszt i kawał zaimpregnowanego materiału!

Namioty historyczne, Grunwald, obóz rycerski

A gdy słyszę, że takie inscenizacje to prezentowanie przemocy, opadają mi ręce. Po pierwsze, publiczność jest dodatkiem do tych imprez i – wierzcie mi – to nie dla niej człowiek decyduje się na inwestowanie w taką pasję. Także nikt nikogo na siłę nie zaprasza na taki pokaz. A po drugie, to często nic innego jak rygorystyczna sztuka walki. Wszystko odbywa się według traktatów, zasad i jest konsekwentnie poddawane ocenie. Więcej nie wolno niż wolno i choć najłatwiej oceniać to podczas pojedynków, to w walkach grupowych, a także na takich zbiorowych bitwach jest mocno przestrzegane. Bo przecież każdy normalny człowiek wie z jaką bronią ma do czynienia i nikt nie ma ochoty stracić żadnej części ciała, nawet w chwilach, gdy dominuje adrenalina. Zresztą, nie bez powodu sformułowanie „rycerski” jest w dobrym znaczeniu odbierane od wieków. Oczywiście ilu rycerzy było dawniej, tyle różnych osobowości, ale jednak to tych najlepszych chce się dziś naśladować.

Najmniej do harcerstwa może pasować miód pitny czy inne historyczne trunki. Ale kto z nas wszystkich nie lubi skorzystać z jakiegokolwiek napoju alkoholowego podczas imprezy? Spotkania z przyjaciółmi, grilla, ogniska itp.? Są na pewno takie osoby, ale w ruchu rycerskim również. Poza tym przed wielką bitwą rycerze nie piją, bo mając świadomość wyjścia następnego poranka do walki w zbroi ważącej często około 40 kg (serio!). Do tego z bronią, która naprawdę może zrobić krzywdę, nikt rozsądny przeginać nie będzie. Zupełnie jak przy sportowych rozgrywkach. Dlatego słysząc docinki – podpitych nota bene – osobników z publiczności, że ta hołota w zbrojach przyjechała tu tylko, by pić całymi nocami… naprawdę nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Zwłaszcza, że ta pasja przechodzi na pokolenia. Sami możecie zobaczyć, że pomiędzy poprzebieranymi osobnikami chodzą podobnie obszyte w historyczne wdzianka maluchy i dzieci starsze, które przyjeżdżają wraz z rodzicami, by od dziecka mieć styczność z pasją rodziców. I to jest piękne, a jak uroczo wygląda!

Dzieci na Grunwald - pasja dla pokoleń

Na szczęście większość gości ma fajne podejście. Przyjeżdża z ciekawością, otwartością i podziwem. I właśnie dzięki tej części publiczności pod Grunwald wciąż zjeżdżają tłumy pasjonatów średniowiecza z Polski i zagranicy. Od rana przygotowują swoją oręż, zbroje, najdrobniejsze elementy, które potrzebne są do bitwy. Wyznaczane są markietanki do roznoszenia wody na polu, a z każdą chwilą podekscytowanie rośnie. Bo na tę bitwę czeka się cały rok!

Bitwa pod Grunwaldem odbywa się naprawdę! Co roku!

Ten post jest trochę jakby odpowiedzią na niektóre mity i absurdy, które zasłyszałam przez te wszystkie lata jeżdżąc na inscenizacje. Jednym z nich jest zdanie, że wszystko tam jest ustawione i udawane. I owszem, ustalone jest, że Polska wygrywa, a Zakon Krzyżacki przegrywa – oficjalnie wszyscy widzą jak pokonany Mistrz Krzyżacki znoszony jest manifestacyjnie z pola bitwy. Wejście chorągwi też jest ze scenariusza, no bo w końcu odgrywa się coś na wzór czegoś. Ale nikt niczego nie udaje! Kobiety wiążące szarfy na ramionach swoich rycerzy serio martwią się całą bitwę, czy tamci wrócą bez szwanku. Dlatego, że nigdy nie wiadomo naprzeciw kogo stanie ukochany i jak przebiegnie walka między nim, a losowym rycerzem naprzeciw. A walka jest na 100%. Zanim odgórny wynik zostanie ogłoszony, jest to moment dla adrenaliny, sprawdzenia swoich umiejętności i wczucia się w rolę wojowników sprzed setek lat. Nie ma opcji, by ubierać na siebie te 40 kg blach, ciężki hełm na głowę i biegać w górę i dół tylko po to, by stanąć naprzeciw losowego człowieka i gadać o pogodzie, albo czy już kładzie się na trawę, jako przegrany, czy dopiero za chwilę. Publiczność widzi całość, nie patrzy na poszczególne osoby, więc lektor i tak zasugeruje która chorągiew została pokonana, a która nie. Natomiast każda jedna osoba walcząca na polu bitwy walczy na poważnie.

walka rycerzy na polach Grunwaldu

Mniej waleczną rolę mają łucznicy, pojedyncze osoby na koniach (na które zwrócone są wszystkie oczy), czy oddziały armatnie. Sama raz miałam okazję być łucznikiem pod Grunwaldem i tu faktycznie ciężko o improwizację. Zamiast strzał są pacynki, których i tak nie lubią walczący, bo to w sumie nic przyjemnego dostać czymś podczas walki, nawet w blachę. Ale jednak adrenalina jest i tego mi nikt nie odbierze. Być częścią czegoś wielkiego, mogąc wczuć się w rolę ludzi, którzy oddawali życie za kraj, za króla, za ideę. Przebiec w upale w kolczudze i hełmie kilka razy w górę i w dół hartuje ducha jak mało co. Pamiętam, że ostatni bieg już ledwie dawałam radę. Brakowało mi sił, a jednak nie było odwrotu. Powtarzałam sobie, że moja rola to „pikuś” w porównaniu do tego, co naprawdę przeszli ludzie biorący udział w bitwie, która zupełnie jak teraz, miała miejsce przy ogromnym upale! I te wszystkie warstwy, obciążenie, ból, strach, że o potrzebach fizycznych czy spragnieniu nie wspomnę. Jakiej to uczy pokory! Jesteście w stanie sobie wyobrazić? Chociaż spróbujcie ;)

Kiedy więc bitwa pod Grunwaldem dobiega końca, a rycerze, piechota, łucznicy, markietanki schodzą z pola, publiczność staje wzdłuż drogi i bije brawo zmęczonym uczestnikom inscenizacji. To jest zawsze dla mnie mega wzruszający moment. Drugi, zaraz po odśpiewaniu Bogurodzicy przez całe tłumu ludzi. Brawa wzbogacane są o okrzyki „dziękujemy”, „jesteście niesamowici”, „było pięknie”, „sława im” „chwała” „brawo”. Każdy przepycha się do przodu, być jak najbliżej i zrobić sobie zdjęcie z „historycznymi postaciami”. Piękny moment! Są i głupie teksty, typu: i czym tacy zmęczeni, jak to zwykła ustawka, pff…, ale nie będę już do tego wracać i staram się wypierać. Bo nawet jeśli byłaby to ustawka, to dwie godziny na słońcu w napikowanej kołdrze przyłożonej blachami, zmęczyłoby nawet siedzącego człowieka, a co dopiero takiego „aktora-wojownika”, który może i kocha swoją pasję, ale jednak jest tylko człowiekiem…

Rycerze w drodze na bitwę pod Grunwaldem

Człowiekiem, który marzy, by po bitwie trafić szybko do obozu, zrzucić z siebie wszystko, oblać wodą, pobiec na stronę i leżeć w cieniu przez pewien czas. A potem wstać i pełen emocji oraz wrażeń na gorąco wymieniać się przygodami z pojedynków na polu z przyjaciółmi i każdym innym, kto tylko jest ciekawy. Oglądać nowe rysy, zagięcia, czy dziury w swoich historycznych elementach ubioru i oręża. Wyciągać wnioski, żartować i cieszyć się. Bo za rok większość z nich powróci tu znowu. Na kolejną bitwę. Bo tak właśnie wygląda robienie czegoś z pasją :)

Kramy, rękodzieło i pokazy artystyczne 

Pisząc poprzedni wpis o tym, że wybieram się rowerem pod Grunwald, wspominałam już o kontrowersjach dotyczących ewolucji tego wydarzenia, w coraz bardziej komercyjne. Nie będę się powtarzać, ale wspomnę raz jeszcze, że po bitwie (lub przed) warto przejść się po kramach od strony obozów historycznych. Tam, gdzie rzemieślnicy oferują swoje skarby i są to zwykle rękodzieła bardzo wysokiej klasy. Nie tandeta i plastik-fantasik jak zwykłam nazywać tę drugą stronę kramów. Bo pasja do średniowiecza to nie tylko walka i stroje, ale także każdy najdrobniejszy element związany z omawianym okresem. Można też posłuchać stylizowanej muzyki, wieczorem często obejrzeć pokaz ogni, czy konnych pojedynków. Od pewnego czasu są też znakomite podpłomyki pieczone w ręcznie ulepionym piecu, a także dostać można pyszną, mocną kawę parzoną na rozżarzonych węglach. 

To co bardzo mnie zawsze cieszy, to fakt, że ogrom ludzi przyjeżdża z dziećmi. Zarówno małymi jak i starszymi, rozwijając w nich wyobraźnię, wpływając na świadomość i dając im obejrzeć spektakl na świeżym powietrzu, który jest absolutnie wyjątkowy. A w zasadzie wszyscy historyczni pasjonaci chętnie zrobią sobie z takim dzieciakiem zdjęcie, czy odpowiedzą na jakieś pytania. Tylko może nie prosto po bitwie ;) ale niekoniecznie chętnie oddają swoją broń do zabawy, więc tutaj proponuję trochę wyrozumiałości i… rozsądku? ;) 
Do tego właśnie kramy, muzyka, pokazy to wszystko to, dzięki czemu dzieciaki wyjeżdżają z Grunwaldu z oczami jak złotówki i uważam, że to bardzo fajna i pouczająca atrakcja dla takich młodych ludzi.

Muzeum Bitwy Pod Grunwaldem

To jeszcze jedna fajna opcja, która czynna jest nie tylko w lipcu, a od kwietnia do września. Ma swoje stałe ekspozycje jak i czasowe, tematyczne (dla zorganizowanych grup możliwie zwiedzanie jest przez cały rok). Natomiast podczas dni około-bitewnych, mają prawdziwe zatrzęsienie i nic dziwnego. Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem na szerszą skalę, to na pewno warto się wybrać. Muzeum jest zaraz przed pomnikami i trudno go nie zauważyć, bo tak naprawdę jest w centrum wszystkiego, czyli dokładnie pomiędzy polem, polem i polem…;)

Muzeum Bitwy Pod Grunwaldem, Stębark

Pole bitwy pod Grunwaldem – informacje praktyczne

  • jeśli ktoś wybiera się poza dniem inscenizacji, to wystarczy skorzystać z mapy i informacji na stronie muzeum
  • natomiast w dniu inscenizacji warto wiedzieć o:
    • wybraniu się jak najwcześniej, bo droga dojazdowa jest wąska i tworzą się przeogromne korki! w ostatnich chwilach przed bitwą nawet nie ma co liczyć na dostanie się na pola na czas
    • na miejscu jest dość dobre zaopatrzenie gastronomiczne (nie dało rady jak dotąd tylko w 600 rocznicę)
    • jadąc samochodem warto jednak zabrać ze sobą trochę wody, bo tradycyjnie w dniu bitwy zazwyczaj jest upał, a kolejki do kilku sklepików długie (ceny też niezbyt promocyjne)
    • cennik do muzeum jest tutaj cała reszta wydarzeń jest bezpłatna i ogólnodostępna
    • do obozów historycznych nie wolno wchodzić, ale można dookoła spacerować i obserwować życie obozowe; pamiętajmy jednak o pewnych granicach z zaglądaniem ludziom pod sukienki lub do namiotów 
    • warto mieć na uwadze, że zbliżając się do koni, podchodzimy do zwierząt, które niekoniecznie dobrze czują się w takim zamieszaniu, zgiełku i nie zawsze mogą lubić klepanie ich przez 10 rąk jednocześnie – wszystko robimy z głową
    • przy historycznej części obozów znajduje się punkt medyczny dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy (zbroja czy jeansy – nie ma znaczenia)
    • na miejscu jest sporo toalet typu toi toi, ale te zamykane na kłódki są dla historycznych obozów, w których przez kilka dni żyją ludzie, więc nie wkurzamy się o takie zasady, bo to jednak wciąż jest bardziej zjazd dla ruchu rycerskiego niż pozostałych
    • to wydaje się logiczne, ale niestety nie dla każdego – pilnujmy więc, by nasze dzieci trzymały się z dala od wszelkich elementów broni!

Amfiteatr i pomniki Bitwy pod Grunwaldem

Rowerem pod Grunwald

To coś, co mogę polecić bez dwóch zdań. Zwłaszcza, że nie byłam tam jedyna! A wręcz zaskoczyła mnie ilość rowerów z sakwami i pomyślałam sobie, że to jest świetna opcja na omijanie korków w dniu bitwy! Bo aktywność fizyczna to jedno, slow-travel to drugie, ale wyprzedzanie tych wszystkich BMW, Audi i Toyot, które stały w dłuuuugaśnym sznurze samochodów jeszcze przed Gierzwałdem – bezcenne! Jedni patrzyli się na mnie krzywo, inni śmiali z przechytrzenia korków i machali z kciukami do góry. A ja sunęłam z uśmiechem i dumą do celu, by stanąć na wzgórzu pod pomnikami i patrzeć nad triumf Władysława Jagiełły nad Zakonem Krzyżackim.

* * *

Przy potężnym brzmieniu Bogurodzicy, znów zaszkliła się łezka w moim oku, bo to naprawdę głębokie doznanie, gdy się nad tym chwilę zastanowić. Ogromny tłum mężczyzn śpiewa co sił w piersiach do Najświętszej Panienki, oddając swój los w Jej ręce. Z wiarą pokorą i siłą! Tak trudną dla nas dziś do pojęcia. Jeszcze przed bitwą nie wiedzą jakiej chwały doczeka się naród Polski. Jak dalej ruszy na Malbork. Jakie znaczenie będzie to miało dla przyszłych pokoleń… I tak echem odbija się ta pieśń od pomników, muzeum, drzew i wzgórz. Od wpatrzonych w pole, przejętych ludzi, którzy po bitwie co roku powtarzają, jak bardzo niezwykły był to dla nich spektakl. Niecodzienny, magiczny, refleksyjny. I że trudno to opisać. No właśnie, tu się zgodzę – bo jest trudno. To zwyczajnie trzeba zobaczyć.

Choć raz w życiu.

Warto. 

Władysław Jagiełło w dzisiejszych czasa, Bitwa pod Grunwaldem

Bitwa pod Grunwaldem, przygotowania do inscenizacji

Grunwald 2017, zachód słońca

Amfiteatr, Pomniki, Pola bitwy pod Grunwaldem

Pola Grunwaldu, wieczór w obozie historycznym

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

16 myśli na temat “Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem | Sztuka, pasja i historia w jednym

  1. Jadę tam w następnym roku! Tylko muszę sobie jakiś stosowny strój zorganizować. Kto mi w tym może pomóc?

    1. Pojechać można tak po prostu – bez stroju historycznego i do tego zachęcam. Natomiast jeśli komuś bardzo zależy być ubranym stosownie do epoki, to należałoby szukać w swojej okolicy bractwa rycerskiego i spróbować pożyczyć. Jednak od razu powiem, że nie jest to proste, bo zwykle każdy takie stroje szyje pod siebie i tylko nieliczne osoby mają coś na wypożyczenie. Ale zawsze warto próbować :)

  2. Te inscenizacje to super sprawa! Świetna lekcja historii, kultury, wartości i paru innych ważnych rzeczy. Jeszcze nie udało mi się zobaczyć na żywo, ale teraz już wiem, że koniecznie muszę to zrobić! Nie miałam bladego pojęcia, że istnieje takie muzeum – fajny pomysł na zatrzymanie tego klimatu na dłużej. Poza wszystkim – świetny tekst i piękne zdjęcia! Pozdrowienia serdeczne :)

    1. Dziękuję bardzo Aniu! :) Świetnie, że udało mi się pokazać coś o czym nie wiedziałaś i zainspirowałam na tyle, byś postanowiła się tam wybrać! Za to właśnie uwielbiam blogowanie ♥

    1. Jak już pisałam wcześniej – dla chcącego nic trudnego! ;) Może kiedyś jeszcze spotkamy się podczas inscenizacji, lub innego, mniejszego turnieju?..:))

  3. Coś niesamowitego. Bajeczne krajobrazy, a inscenizacja robi większe wrażenie niż sceny bitewne w filmach. Wybiorę się kiedyś,tym bardziej, że mam znajomych, którzy w tym przedsięwzięciu uczestniczyli.

    1. No to niech znajomi kuszą dodatkowo :D a ja zapewniam, że na żywo robi to duuużo większe wrażenie, niż jakakolwiek bitwa na szklanym ekranie ;) polecam!!

  4. Na pewno zabiorę moje dziewczynki na inscenizację bitwy pod Grunwaldem bo sama chętnie bym ją zobaczyła i przeżyła. A dla dzieci to wielka frajda i nauka w jednym.

    1. Zdecydowanie, jest to frajda dla wszystkich – dużych i małych. ;) Zabierzcie więc coś na słońce, dużo wody i bądźcie już od rana, bo wtedy unikniecie korków, a dla dziewczynek na pewno będzie dużo atrakcji od samego początku :)) udanej zabawy! /I nauki oczywiście też! ;)

  5. byłam tam dwa razy, ale nigdy podczas inscenizacji (przeraża mnie ilość ludzi). Znajomi jeżdżą systematycznie i zawsze są zadowoleni. Pasja to zacna acz kosztowna wielce :-) I tak jak napisałaś tu nie chodzi tylko o „przebieranie się” w rycerski strój. To coś znacznie więcej. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Ludzi faktycznie bywa sporo, ale to duży teren i te tłumy jakoś tak rozkładają się dość znośnie ;) może warto zaryzykować? Zwłaszcza, że z tego co piszesz, czujesz klimat dużo bardziej niż większość osób! :)) Również pozdrawiam i może kiedyś… do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *