Dokąd nie warto już podróżować

Nie jedź do… – już za późno. Wybierz bardziej autentyczny kraj na podróż. | Serio?!

Miałam dziś zacząć pisać kolejny przewodnik na bloga. Podeszłam do tego jak do rytuału. Aromat czarnej kawy wypełnił mieszkanie, obok wieży ułożyłam stosik płyt z muzyką, a ulubioną włożyłam do podajnika, podkręcając basy tak jak lubię. Krążki oczywiście zdobyte w podróży, a muzyka, to zbiór tradycyjnych elementów kulturowych danego kraju – świetnie działa na skojarzenia! Zebrałam materiały, obkładając nimi biurko i nastawiłam się na jakieś dwa tygodnie pracy. Długo? Może, ale zwykle tyle to u mnie trwa – beznadziejny perfekcjonizm potrafi dawać w kość… Ale lubię ten czas. Zaglądam do zakopanych na dysku zdjęć, ukochanych uliczek, czy sentymentalnie wspominanych knajpek. Wirtualnie, ale jednak. Przeglądam bilety, wejściówki, uśmiecham się do notatek, które często wybiegają poza linie, bo pisane na wpół przez sen, lub w pędzącym autobusie. Przenoszę się w czasie i przestrzeni. Zbieram myśli…
Nagle – bach! – dostaję w wiadomości link do artykułu z cyklu nie jedź do miejsca x, bo już nie jest autentyczne i nie warto. I krew mi się zagotowała. Jak za każdym razem, gdy czytam tego typu wywody. A w zasadzie krótkie teksty, które bardzo często pokazują, jak płytko ktoś traktuje dane miejsce.

Nie jest autentyczne… co to właściwie znaczy? To autentyczne.

Wrócę do tego pytania, ale zacznę od innej strony.
Różne są powody dla których piszemy w internecie i niby mamy do tego prawo. Ale nie lepiej być dla kogoś inspiracją, aniżeli blokadą?

Przykład? Bardzo proszę.

Republika Wysp Zielonego Przylądka

Kilka miesięcy temu przeczytałam na popularnym portalu z tanimi lotami, że do Republiki Wysp Zielonego Przylądka już jest za późno i nie warto lecieć. No bo drogo, a plaże można w tańszych miejscach spotkać ładniejsze. Koniec.

No litości! Ten kraj składa się z kilkunastu wysp! Zaledwie dwie z nich – powtórzę d-w-i-e – mają piękne plaże i są faktycznie droższe, bo turystyczne. Zresztą, ta przy Santa Maria na Sal dosłownie wymiata i w naszym osobistym rankingu – plaż rajskich i ciepłych – jest w pierwszej trójce wszystkich odwiedzonych (a widzieliśmy sporo). A co z resztą wysp? Dzikich, kolorowych, rybackich, górzystych? Nie dość, że Cabo Verde ma niesamowitą historię, mieszankę kulturową, czy też aktywny wulkan (na zboczach którego powstaje wyjątkowa kawa), to jeszcze z niego pochodzi jedna z najistotniejszych czarnoskórych wokalistek świata – Cesaria Evora. Kobieta, dzięki której już podczas jej słuchania, można poczuć klimat wysp. Wysp różnorodnych i pięknych, choć z trudną historią (stąd melancholijny wydźwięk w piosenkach artystki).

No i ta perełka na torcie – karnawał! Parada w Mindelo jest jedną z najbardziej znanych na świecie, ale to, co dzieje się na nieturystycznych wyspach, to coś, co wymyka się z ram konkursowego pochodu i staje czymś bardzo intymnym dla miejscowej ludności. Nie ma piór, kamer i wyścigu – kto piękniejszy, jędrniejszy i bardziej kolorowy. Są ludzie, ich tradycje i zabawa. A w przypadkowych przechodniach budzą wręcz niepokój, bo stylizacje są iście diabelskie i mroczne.
I chciałam napisać, że to wszystko jest dla mnie bardzo autentyczne, gdzieś na granicy z mistycyzmem, ale właśnie przypomniałam sobie, że przecież tam „nie warto lecieć”. Bo plaże zwykłe i dwie wyspy drogie. No SERIO??!

Wyspy Zielonego Przylądka - kraj autentyczny ?

Tak sobie czasem myślę, ile osób przed podróżą, czyta historię kraju do którego jedzie/leci. Ja nie mówię, by czytać datami i zapamiętywać. Ale przelecieć wzrokiem choć ogólnie, zwracając uwagę na wpływy innych krajów, religię i kulturę. Brzmi nudno? Może, ale jeśli nie wiemy nic o tych elementach, to nie zrozumiemy ludzi. Ich zachowań, reakcji na nas, czy czasem nawet samej kuchni. I okej, tak też pewnie można, tylko wtedy powstają w internecie treści z cyklu: plaże jak plaże, a ogólnie to drogo. A gdzie reszta??

Gdy nie wiem za wiele na jakiś temat, to się nie wypowiadam. A przynajmniej bardzo staram się to kontrolować. Oczywiście ja sama nie jestem idealna, ale kiedyś byłam gorsza i wkładam sporo energii w to, by konsekwentnie wyciągać wnioski. Bo nawet na tym blogu znajdziecie moje bardziej radykalne opinie o sytuacjach, czy miejscach. Gdzieś na początku podróżowania. Trochę sie za nie wstydzę, ale nie usuwam tych wpisów. Lubię obserwować progres, bo on mnie pozytywnie buduje. ↓

Sri Lanka

Pisałam kiedyś o lankijskich rybakach łowiących z pali, wystających ponad wodę. Byłam zła, że za ten „teatrzyk” trzeba zapłacić, ale to nie jest autentyczne i bunt – płacić nie będę. Zrobiłam nawet zdjęcie pustym kijom wystającym z wody, co jest w zasadzie całkiem fajnym symbolem dzisiejszej rzeczywistości południa Sri Lanki.
Prawda jest taka, że nie łowią, bo im się to nie opłaca. Czy to źle, że radzą sobie inaczej i mniej przy tym męczą? Źle, bo JA nie mogę zrobić ładnego zdjęcia?? Czy to jest fair?

Sri Lanka - kraj autentyczny ?

Oczywiście trochę tu spłyciłam całą kwestię, bo tym razem nie opowiadam tej historii, a chcę coś pokazać. Kiedyś wywołało to u mnie sporo przemyśleń i nieraz z Romkiem o tym rozmawiamy. Teraz chciałabym pobudzić do refleksji Ciebie. A skoro nadal czytasz, to połowa sukcesu za mną. ;)

Tajlandia

Dziś jednak przeczytałam nie o Wyspach Zielonego Przylądka, ani Sri Lance, a o Tajlandii. Opinia w skrócie brzmiała: wszyscy latają, turystyka na wielką skalę, plaże pełne, ulice tłoczne, duszno – nie warto.
No ręce opadają. I ja nie twierdzę, że większość z tych rzeczy nie jest prawdą, ale co z całą gamą zalet, które przygniatają wady bez większego wysiłku? Poza tym, jak nie lubisz tłumów – wsiądź w pociąg, a nie autobus dla turystów i jedź w miejsca, których nie ma w TOP 10.

Albo w takim Bangkoku weź nocleg daleko od historycznego centrum. Przecież to miasto jest potężne! Wiesz, że nie wszędzie tłoczą się tuk tuki? A to już o czymś świadczy, w końcu dziś to transport głównie pod przyjezdnych. To tam znajdziesz nieprzekombinowaną kuchnię, swojski klimat, dobre ceny, szczerszych mieszkańców (długo bym wymieniała zalety, ale to wszystko jest we wpisach, których trochę tu już powstało). Tam też zobaczysz, że jest sporo marketów, gdzie toczy się dzisiejsze życie (a nie tylko na targowiskach ze świeżymi warzywami i biedą aż piszczy). A skoro to jest dzisiejsza Tajlandia, to ona nie jest realna? Prawdziwa? Auten… [no wiesz]?

Tajlandia - kraj autentyczny ?

Nie chcesz tego? Okej! Tajlandia to spory kraj, więc gwarantuję – znajdziesz miejsca odmienne od codziennych. Bez łazienki w pokoju, sklepu typu 7/11 na każdym rogu i zasięgu internetowego. Tylko, czy na pewno czegoś takiego każdy szuka? Przecież na Podlasiu, czy w Bieszczadach też są takie.
Może to więc kwestia wyboru? Ale ten wybór przecież każdy przyjezdny ma!
Dlaczego więc czytam dziś, że mam tam nie jechać, bo „już nie warto”? 

Wrócę znów do kluczowego pytania – co to znaczy, że miejsce jest „autentyczne”? 
Jak Ty to rozumiesz? 

Mjanma (Birma)

Kiedy czytałam, że do Birmy też już oczywiście jest „za późno”, to główny argument był taki, że wszyscy tam mają smartfony i WiFi jest już w wielu miejscach. Potem było jeszcze coś o tłumach turystów (który tworzyła również osoba pisząca o tym, że [bezczelni] ludzie przyjechali i zdjęcie trudno zrobić bez człowieka w kadrze).
Jasne, to jest męczące, ale to się dzieje. Jest tu i teraz, bo łatwość turystyki zalała piękne miejsca ludźmi i tak teraz wygląda choćby Bagan. Ale czy skoro takie mamy czasy, pagody dalej stoją, kobiety i dzieci bez thanaki nie ruszają się z domów, a ich pyzate buzie nadal się uśmiechają, to może to wszystko razem jest autentyczne na miarę dzisiejszych czasów? 
Czy my naprawdę musimy na wszystko narzekać i widzieć szklankę do połowy pustą?

Birma / Mjanma - kraj autentyczny ?

No chyba, że autentyczne znaczy dla nas „stare”, takie jak było kiedyś, na czarno-białej fotografii z jakiegoś czasopisma. Najlepiej zostawić tych ludzi tak, jak żyli kiedyś. Bez elektryczności i bieżącej wody. Zrobić im taki skansen i ograniczyć gości z tego naszego, współczesnego świata. Przeprowadzać selekcję, którą my zawsze przejdziemy, bo my to tak, ale inni to już niepotrzebny tłum! Tylko gdzie utworzyć te granice?
A może lepiej napisać, że nie warto już nigdzie lecieć, gdzie nie jest tak jak było?

Albo taka…

Gruzja

No bo przecież Gruzja pięć lat temu była super, ale dzisiejsza? Niee… dużo ludzi, coraz drożej, Gruzini robią się cwani, bywają mniej przyjaźni – szkoda czasu! Nieważne, że wino wciąż jedno z najlepszych na świecie (dla mnie bezkonkurencyjne!). Co tam fantastyczne ułożenie terenu, skoro tylu Polaków na szlaku. Zabytki? No fajne, ale ileż tych cerkwi można obejrzeć? A na całą liturgię, przecież nikt nie pójdzie, bo się wynudzi (co za błąd!). A to właśnie podczas niej można zaobserwować tak wiele. Posłuchać przepięknej muzyki, poznać ludzi, których i my zaintrygujemy, więc otworzą przed nami serce. A sztuką jest dać się Gruzinom otworzyć, ale ich nie wykorzystać.

Gruzja - kraj autentyczny ?

Choć zaraz.. co ja piszę – przecież do Gruzji już nie warto! Bo coraz trudniej na „krzywy ryj” coś dostać. A zero w tym refleksji, że oni zmieniają się powoli, bo zbyt wykorzystywaliśmy ich gościnność. Bo nie są przyzwyczajeni do takiej ilości ludzi z zachodu. Jedni są zagubieni, więc i sfrustrowani, a ci bardziej przedsiębiorczy zaczynają to wykorzystywać. Jak przecież wszędzie! Na Sri Lance, Kubie, czy w Gambii.

Polska

Zaraz zaraz, a w Polsce jest inaczej? Zastanówmy się ile kosztuje tydzień nad Bałtykiem? Chyba, że nie ma się co zastanawiać, bo do Polski też już nie warto… W zasadzie, jakby się tak zastanowił, to smartfony, internet, w zamkach też już nikt nie mieszka… nie to co na obrazach, czy choćby dawnych, sfatygowanych fotografiach. Czyli Polska też już nie jest autentyczna, bo dotarła cywilizacja?
A czy cywilizacja jest zaprzeczeniem autentyczności? Jeśli tak, to my sami też nie jesteśmy autentyczni? Zatem jacy?

Polska - kraj autentyczny ?

To gdzie warto? Nigdzie? Zostać w domu, wykupić pełny pakiet programów podróżniczo-przyrodniczych i słuchać jak to było dawniej, ale nie jest teraz?
Albo jest też inna opcja – polecieć gdzieś, gdzie jeszcze nie ma łatki: „za późno” i szybko zadeptać, by tę łatkę dostało. I znów sobie ponarzekamy – kolejne miejsce, które przepadło w czeluściach zdechłej autentyczności.
Tak chyba najlepiej, bo skoro świat przestał być ciekawy i na wszystko jest już za późno, to trzeba przestać podróżować. O!

Wnioski

Czy to ma być rozwiązanie?

Czy może lepiej przestać czytać anty-inspiracyjne treści i spełniać marzenia? Skorzystać z tanich lotów i polecieć w miejsce, które od lekcji geografii intryguje nas do dziś? Poszukać w obcym kraju elementów naszych zainteresowań? Muzyka, architektura, streetart, samochody, czy moda. Cokolwiek nam w duszy gra!
Podpatrywać, rozmawiać, dawać doby przykład. Śmieci wyrzucać gdzie trzeba, nie brać w sklepach plastikowych jednorazówek, nie krzyczeć podczas wschodu słońca do telefonu, gdy inni zachwycają się chwilą. A zabytkom robić zdjęcia po prostu z ludźmi. Potraktować realia, jako kreatywną sztukę współczesną. No bo w zasadzie czemu nie?

Dzisiejszy kadr, to zderzenie historii z teraźniejszością, kamiennych budowli z selfie-stickiem i tradycyjnych wyrobów tworzonych przez maszyny. Zamiast marudzić, osądzać i odradzać, nauczmy cieszyć się tym co jest i akceptować jakie jest. Tak jest po prostu łatwiej i ciekawiej. A przynajmniej daje więcej frajdy, niż marudzenie na wszystko dookoła.

Moja rada na koniec – bądź przekorna/-y! :)

Pamiętaj, że czytając artykuły ludzi, którzy dużo podróżują, poznajesz opinie na podstawie wielu porównań. Trudno się tego wyzbyć (nawet bardzo!), gdy się sporo widziało i zwyczajnie ciężko nieraz być obiektywnym. Jednak jeśli nie podróżujesz dużo i często, to zaciekawi Cię o wiele więcej niż osobę, która zestawia ze sobą ogrom doświadczeń. Więcej docenisz, dostrzeżesz i sporo więcej Cie zaskoczy. Wobec tego – przekora na maxa i kiedy ktoś pisze „nie jedź”, Ty jedź i się przekonaj, jak bardzo ktoś się mylił (albo i nie – ale to będzie Twoje osobiste, bezcenne! doświadczenie). Staraj się patrzeć na świat szerszym kątem widzenia, bo wtedy udowodnisz światu i – co ważniejsze – sobie, że jesteś ciekawym świata podróżnikiem, który nie daje się manipulować innym.

Zwłaszcza, że dziś w internecie możesz przeczytać wszystko.
Ale ile z tego jest prawdą?…

Ewa

Z wykształcenia jest muzykologiem i historykiem sztuki, z zamiłowania gra na violi da gamba, a zawodowo zajmuje się kolorystyką i marketingiem. Poza tym, to prawdziwy sangwinik z niepoprawnym optymizmem we krwi oraz wieloma pasjami artystyczno-podróżniczymi. A szczególna wrażliwość na piękno pomaga jej postrzegać świat kadrami, które uwielbia uwieczniać. I choć jest niezłym śpiochem, kocha też wyzwania, dobrą muzykę, czarną kawę i ciasteczka. ♪♫

10 myśli na temat “Nie jedź do… – już za późno. Wybierz bardziej autentyczny kraj na podróż. | Serio?!

  1. Ewciu, AUTENTYCZNE DZIĘKI za ten wpis! <3 I denerwowałam się, czytając go z pełną zgodą, i uśmiałam na koniec wizją zadeptania "nie za późnego" miejsca :D
    Nie dziwię się, że przerwałaś pracę nad przewodnikiem.
    Tak trzymaj(my)! Na przekór ponurakom :D Piszę to ja, Giji Monique, co mieszkała pół roku w autentycznie(?) nieatrakcyjnym mieście Gruzji ^^

    1. Dzięki Moniu! ♥ Nawet sobie nie wyobrażasz jak żałuję, że nie udało mi się akurat tam Ciebie odwiedzić, ale czuję podskórnie, że to jeszcze nic straconego! ;)

  2. Najlepiej szukać informacji i inspiracji, ale nie należy traktować tego, co się czyta w internecie jako prawdę objawioną. Przecież to w końcu nasze podróże. I ja to mam głęboko gdzieś, czy jadę w miejsce uważane za autentyczne, czy nie. Liczy się to, gdzie ja chcę jechać, co zobaczyć, jak to przeżyć. Jeśli komuś zależy na pojechaniu gdzieś, byle było autentycznie, to brzmi trochę jakby bardziej zależało na szpanie, niż samej podróży ;)

    1. Sporo jest osób, które czytają te zniechęcające artykuły z przymrużeniem oka. I super! :) Ale znam naprawdę wiele, które jednak sugerują się takimi tekstami i zmieniają kierunki w oparciu o czyjąś opinię (która wcale nie musi być słuszna). I dlatego napisałam ten tekst – właśnie dla nich. ;) A w temacie szpanu… hm… no po coś w końcu jest ten Facebook, nie? :D

  3. A ja, będąc przekorna (:D), powiem trochę inaczej. Jeśli jakieś miejsce reklamuje się jako bezludny raj z daleka od cywilizacji, kupujesz bilet i gdy dojeżdżasz, okazuje się, że to wypełnione turystami zmakdonaldyzowane piekiełko, to naprawdę przyjechałeś tam za późno. To nie znaczy, że miejsce nie jest atrakcyjne na milion innych sposobów, ale jest zrozumiałe, że skoro interesował cię bezludny raj, to to, co dostałeś w zamian cię nie satysfakcjonuje. Dlatego opinia „tu już za późno” też jest na swój sposób wartościowa. Dzięki temu jesteś w stanie PRZED wyjazdem zorientować się, że z tym rajem to trzeba będzie trochę lepiej poszukać, trochę głębiej, trochę dalej… Albo nagle zrozumiesz, że nie potrzebujesz raju. Że potrafisz raj zobaczyć nawet tam, gdzie inni sądzą, że zjawiłeś się „za późno”.

    1. Masz sporo racji w tym kontekście o którym piszesz. Jedyne co, to osobiście mam wrażenie, że to szukanie „raju” – zwłaszcza, gdy miejsce się tak reklamuje – powoli jest bardzo, bardzo trudne! Często jest wybór – albo miejsce bezludne, albo wyglądające jak z bajki. Bo te bajeczne są już szalenie rzadko puste (mówię o miejscach łatwo dostępnych komunikacyjnie), za to nieco mniej atrakcyjne (w swoim połączeniu bieli, turkusu i zieleni), a mające ogrom uroku, wciąż bywają pustawe! Nie jest to prosta sprawa, ale jest też realna. Wciąż są osoby, które docierają w cudowne miejsca z dala od cywilizacji, ale łatwo im to nie przychodzi. Z tym, że o RAJ chyba warto walczyć! ;)
      Wracając jednak do artykułów z cyklu „za późno”. Faktycznie, w kontekście rajskich miejsc ma to spory sens – sama podałabym takich przykładów sporo. Ale mnie bolą krytyki całych krajów, i to z podejściem „nie, bo nie”. Norrrmalnie… ja za ten beznadziejny tekst [m.in.!] wyprowadziłam się z Krakowa! :D

  4. Witam serdecznie, na poczatku musze powiedziec ze bardzo fajnie prowadzony blog.
    Mam male pytanko, chcialabym wybrac sie do Tajlandi a konkretnie do Phuket na poczatku listopada i zastanawia mnie czy o tej porze roku to dobry pomysl. Tempertury tam sa caly rok wysokie ale czy nie zastanie mnie codzien zachmurzone niebo, parno i mala liczba godzin sloncznych podczas dnia? Chcialabym zwiedzic ten zakatek ziemni ale i tez przyniesc troche opaleniny do naszego kraju. Pozdrawiam

    1. Cześć! Bardzo dziękujemy ♥
      W kwestii Tajlandii, to my osobiście lubimy listopad na wyspach tego kraju, bo kończy się pora deszczowa powoli, ale wciąż jest poza sezonem i temperatury znośniejsze, czyli super. Niemniej, faktycznie ryzyko pochmurności bywa spore. Choć nie ma reguły i często bywa tak, że pada nocami, a dnie są super. Albo leje 3h w dzień, a potem jest bardzo słonecznie i szybko wszystko wysycha. Różnie też bywa po obu stronach kraju, czyli może być fajnie po zachodniej stronie brzegu, a kiepsko po wschodniej i na odwrót. Osobiście my byśmy się nie bali listopada, ale sama musisz zdecydować co jest dla Ciebie najważniejsze. Zajrzyj do wpisu, gdzie jest fragment o tym kiedy jechać do Tajlandii a przede wszystkim do postów z naszych wypadów na wyspy w listopadzie właśnie – Phi Phi Islands i później Koh Phangan :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *